poniedziałek, 16 lutego 2015

POSZUKIWANY, POSZUKIWANA CZYLI ROZTARGNIONY JAŚ

Janek, gdzie masz worek? – pyta od progu Matka swego Starszaka.
Zanim do Janka dotarło, że jest Jankiem i że do żadnego innego Janka Matka nie mówi, bo niby do jakiego, minęła dobra chwila. A kiedy minęła Janek zamyślił się na krótko i odpowiedział w sposób wyczerpujący i szczery jednocześnie:
Nie wiem.
Jak to nie wiesz? – pyta Matka, już wyraźnie zła. I zaniepokojona.
Przecież 20 minut temu zmieniałeś buty w szatni, musiałeś się z nim spotkać – dedukuje. Niezmiennie Matka.
Oj nie wiem, mamo. Gdzieś go miałem – mówi beztrosko młodzian, co pewnie w założeniu ma wpłynąć na Matkę uspokajając, ale nie wpływa, a wręcz przeciwnie nawet.
Jasiek, w worku były twoje nowe halówki, nie powiem ile kosztowały, ale uwierz mi synu na słowo, że dużo. Tak więc skup się i spróbujmy jeszcze raz: Gdzie masz worek? – nie ustępuje Matka, nieustępliwa kiedy trzeba.
Jasiek się przejął i zaczął myśleć. Długo i intensywnie. Tu jednak rozwiewa Matka wszelkie wątpliwości – długo i intensywnie nie z tego powodu, że w umyśle jasiowym nastąpiła wizualizacja dużej kwoty pieniędzy zainwestowanych w jego obuwie sportowe. Tak naiwna Matka nie jest, co to, to nie. Matka wie, że Janek myśli tu o butach głównie, swoich wymarzonych halówkach w kolorze wściekłego różu i zieleni, zakupie ostatnim, opłaconym nową parą spodni matczynych, ale co tam – te trzy pary, które Matce zostały, to przecież wcale niemało, nieprawdaż?
Zgubiłeś! – wyrokuje Matka surowa, życie znająca.
Albo zostawiłeś w szatni! – dodaje, tu już w duchu nadziei, niemniej kalkulując ewentualne straty.
Idziemy!!! – podejmują decyzję jednocześnie Matka i Syn, z podobnych chyba jednak pobudek.
Raźnym truchtem dobiegamy do bram szkolnych, wręczamy niezgrabną łapówkę pani woźnej w postaci nie do końca zmyślonej historii o nędznych zarobkach matczynych, fortunie wydanej na buty dziecięce i ogólnym roztrzepaniu jaśkowym , które samodzielne poszukiwania przez wyżej wymienionego wyżej wymienionych butów z góry skazują na niepowodzenie (bo rodzice do szkoły wejść z dzieckiem zazwyczaj nie mogą, no takie prawo).
Matka chyba dość autentycznie w tych opowieściach wypadła,  bo pani woźna spojrzała na Matkę ze współczuciem i zrozumieniem w jednym, wpuszczając egzotyczny duecik w czeluści szkolne.
Gdzież to duecik ten nie był, Matko jedyna! I w szatni, i na świetlicy, i na sali gimnastycznej, i w klasie, i na stołówce, i w toaletach, i na boisku….
Matce nogi odpadły, podparła się na rzęsach – ale wszystko na nic, worka nie było, zielono-różowego obuwia tym bardziej, wszystko na marne, chociaż może i nie dziwota, bo jaki tam z nas Malanowski, że o Rutkowskim nie wspomnę.
Pani woźna wspomniała coś nawet o ubezpieczeniu, które należy się od zaginionych rzeczy podobno, ale Matka, przebywająca w amoku fizycznym, że o psychice nie wspomnę, gotowa była nawet dopłacić, żeby wreszcie opuścić sympatyczne mury, a najlepiej żeby ktoś ją jeszcze do domu zaniósł. No, niestety – opuścić, opuściła, ale dojść musiała sama. Taka karma.
W drodze powrotnej Jasiek zalewał się łzami rzewnymi, nie tyle może z powodu marnych konsekwencji własnego roztargnienia w postaci galopującego debetu na koncie matczynym, co raczej z żalu nad utratą barwnego ogona pawiego, który tak niedługo dzierżył na swych piłkarskich stopach.
A że dziecko głupie nie jest, a tym bardziej malutkie, dobrze zdawało sobie sprawę, że kolejnych butów raczej szybko się nie doczeka i wrócić będzie musiał do przymałych adidasków w kolorze czarnym, które w zeszłym sezonie własnoręcznie wybrała mu Matka. No cóż, no trudno – może to go wreszcie nauczy rozumu i skupi w jedną całość.
Bo czego to ten Jasiek już nie gubił, tego żadni księgowi świata nie zliczą! Ile razy wracał do domu bez teczki, bez czapki, bez szalika, bez rękawiczek, bez książek, bez zeszytów, bez stroju gimnastycznego, bez stroju na basen, bez zakupów, bez albumu z kartami piłkarzy, zbieranych w pocie czoła przez członków rodziny z nie do końca dobrowolnych datków. I to wszystko – jak mawiają – jak kamień w wodę i psu na budę.
Wracamy do domu jak po wyprawie na Czomolungmę, albo i gorzej, bo tam przynajmniej radość i satysfakcja pozostają na dłużej. I zyski z reklam.
Siadamy na łóżku w pokoju, Jasiek pochlipuje, zbiera rozrzucone rzeczy szkolne, sięga po plecak rzucony w poprzek przedpokoju, o który się Matka nieomal nie zabiła przed krótką chwilą, co może byłoby adekwatnym końcem tej historii.
Sięga po plecak, wkłada rozsypane zeszyty, by po chwili wydać radosny pisk, wyciągając z jego czeluści fantastyczny worek w żołnierski wzór, poszukiwany – poszukiwana we własnej osobie, w stanie nienaruszonym, lekko tylko przybrudzony rozlanym jogurtem, który – okazuje się – znajdował się w plecaku szkolnym od dwóch dni….
Buty całe, kolor nie zmieniony, dziecko płacze ze szczęścia, Matka nie płacze, pogrąża się za to w głębokiej zadumie godnej prawdziwego ascety, bo wiadomo, że w zasadzie historia lubi się powtarzać, nihil novi sub sole i wszystko w zasadzie przed nami, co wywołuje pewne zdziwienie Jaśka, nawołującego żywo:
Mama nie cieszysz się? Ciesz się, zobacz, ile zaoszczędziłaś! – zachęcało, jakże dobrze - okazuje się – znające swoją Matkę dziecko.
Cieszę się Jasiu bardzo, tyle że wewnętrznie. A teraz zdejmij z łaski swojej kozaczki, bo mieszkanie zamieniasz w pustynię Gobi – zauważyła praktyczna Matka, strzepując  piach z dywanika i wracając do rzeczywistości z szybkością komety. Albo kamienia w wodę.
Jaś posłuszny zdjął kozaczki, nie przestając obejmować czule worka, a oczom Matki ukazał się taki oto niecodzienny widok…
Chociaż może codzienny, sama już Matka nie wie. Ufff… ;).

Rzeczony fragment Janka we własnej osobie :)

92 komentarze:

  1. Jutro Janek założy rozparowane skarpety i tak wykorzysta dwa komplety w całości :) W końcu gdzie jest ustawa, która nakazuje noszenie skarpet od pary? A tak świat (nóg) jest weselszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weselszy, masz rację :). Dzieci nie przestają zaskakiwać - nawet w kwestii skarpet :). Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. Mamuśko dziecko ma tyle spraw na głowie a Ty wymagasz żeby pamiętał o worku ;}}}. Moja starsza często coś gubi. Po wstępnym śledztwie i usłyszeniu "nie wiem " robię aferę na milion fajerek:}}, czyli mówię podobnie jak Ty do Jaśka. Po opadnięciu emocji umysł zaczyna logicznie myśleć i nasze ręce sięgają po plecak w którym jest to coś ;}

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby te awantury tylko coś dały... ;))). Matka nakrzyczy, a dziecko i tak za dzień, czy dwa zgubi coś nowego... :). Ot - taki urok macierzyństwa :). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  3. Uśmiałam się, przypomniało mi się moje dzieciństwo i moje roztrzepanie :)
    Naslonecznej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazuje się, że dzieci były i są roztrzepane. I pewnie będą :). Pozdrawiam ciepło :))))

      Usuń
  4. Się usmiałam :) Koniec końców - dobrze, że się znalazły, tylko szkoda tej bieganiny i stresu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bieganina i stres to nasi towarzysze nieodłączni :). Ale grunt, ze buty są - chociaż za chwilę pewnie z nich Jaś wyrosnie... Pozdrawiam serdecznie :))))

      Usuń
  5. O matko! Z takim napięciem czytałam historię Waszego worka, że aż wzruszyłam się szczęśliwym zakończeniem. A skarpetki wyznaczą na pewno nowe trendy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo możliwe z tymi nowymi trendami - po modzie na "drwala" czas na "roztrzepańca'... ;). Ja tez się wzruszyłam odnalezionym workiem, a raczej jego zawartością nienaruszoną... ;). Pozdrawiam serdecznie :))))

      Usuń
  6. Ha ha mama, ale Ty się ciesz! Syn ma rację! Zobacz ile zaoszczędziłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretyczno to oszczędzanie, baaardzo teoretyczne... ;). No ale - lepszy rydz, niż nic :). Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  7. Rozbawiłaś mnie, ale heca! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry humor w tym zamęcie to podstawa :). Pozdrawiam cieplutko :)))

      Usuń
  8. Zabawny post :D
    Mam prośbę. Kliknęłabyś może w link do CHOIES w TYM poście? Pozdrawiam serdecznie, dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Haha no tak :D Doskonale Cię rozumiem, chociaż pewnie dużo takich historii jeszcze przed nami, to zdarzyło mi się posłuchać starszego narybka i pozwolić wziąć do przedszkola raz robota, a raz autko- obydwie zabawki zgubione, a jakże by inaczej ;)
    A teraz mamy czas, kiedy na pytanie gdzie co jest, najczęściej słysze odpowiedź"Ja nie rozumiem..." :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas w przedszkolu też została po Jaśku góra zabawek...;). Taki był roztrzepany, i tak mu zostało, choć mam nadzieję, że kiedyś wyrośnie.... Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  10. Ja to mam szczęście, że wśród tysięcy blogowych mam trafiłam tu! rany myślałam, że jestem odosobniona z moją Olcią, która miała być Kacperkiem.Głowa w chmurach, gdzieś posiała, zapodziała ona nie wie i hasłem dnia jest tekst kiedyś się znajdzie.Do ostatniego słowa przeczytałam opowiadanie a koniec był jak wisienka na torcie.;) wspaniałego dnia Wam życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa :))). Wiele z Was odnajduje w moich chłopcach cechy swoich dzieci - super, tzn. że to macierzyństwo w zasadzie ma jedną twarz, niezależnie od płci i miejsca:). Pozdrawiam cieplutko, dobrego dnia :)

      Usuń
  11. Znam to dobrze, ale z perspektywy Jaśka, nie ma chyba takiej rzeczy, której nie byłabym w stanie zgubić w swoich czasach szkolnych, ba nawet teraz często mi się zdarza coś gdzieś zostawić i ten wzrok męża, pełen politowania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli to roztrzepanie z wiekiem nie mija....;). Ale, w gruncie rzeczy, to bardzo urocza cecha :). grunt, żeby się zguba znalazła. Pozdrawiam cieplutko :)))

      Usuń
  12. Widzę, że pan Hilary nie tylko u nas wiecznie żywy ;) A i dwie różne skarpetki wyglądają znajomo :) Cudne są takie historie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie historie to samo życie, okazuje się :). Pozdrawiam :))))

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. Dziękuję ). Bardzo życiowa ;). Pozdrawiam cieplutko :)))

      Usuń
  14. Czemu rodziców nie wpuszczają do szkoły? Boją się, że coś wyjdzie na jaw? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wpuszczają - trzeba zostać przy drzwiach, a dziecko idzie samo z p. woźną. No, chyba że rodzic umówiony jest z wychowawczynią, albo chce opłacić obiady. Nam wyjątkowo się udało... Pozdrawiam :)))))

      Usuń
  15. Uroczy roztrzepaniec :)
    Jakby nie patrzeć obie skarpetki są w paski, a że jedne węższe, a drugie szersze... Szczegół :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - paski to paski, jakbym Jasia słyszała ;). Grunt, że je w ogóle założył ;). Pozdrawiam Cieplutko :))))

      Usuń
  16. Ja w pierwszej klasie podstawówki chwile po rozpoczęciu roku szkolnego w szatni zostawiłam tornister z książkami i zeszytami. Gdy po obiedzie mama ma ze mną siadać do lekcji i zacząć je odrabiać buszowanie po domu w poszukiwaniu plecaka. W końcu starszy brat poszedł do szkoły tornister leżał w szatni z dzienniczkiem w środku tylko z dzienniczkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas na szczęście rzadko coś ginie "na amen" - raczej się znajduje, ale stresu przy tym co niemiara. a później śmiechu...;). Pozdrawiam :))))

      Usuń
  17. Nieźle ;) A ile lat ma twój Jasiek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 7 skończy w marcu, czyli za chwilę.... Myślę, że mu tak szybko to roztrzepanie nie przejdzie, jeśli w ogóle... :)

      Usuń
  18. Buziaki dla Jasia od blogowej cioci:-)
    Uwielbiam Was, no uwielbiam:-)
    Kaśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasiu dziękuje cioci, a Staś jest zazdrosny ;). Pozdrawiam cieplutko, zaglądaj do nas koniecznie :))))

      Usuń
    2. Ojojoj niedopatrzenie:-) Buziaki dla Stasia też oczywiście:-)

      Usuń
    3. Staś dziekuje i ściska 😉

      Usuń
  19. Oj, pewnie jeszcze nie raz bedziecie czegos szukac.... ale podobno z tego sie wyrasta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, bo pewnego dnia głowę po prostu zgubi... ;). Pozdrawiam :))))

      Usuń
  20. Moja Emila tak samo roztrzepana - zdarza jej się wrócić z przedszkola z tatą do domu w kapciach ;) Aż strach pomyśleć co będzie gdy zacznie chodzić do szkoły ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wróciła w tych kapciach latem, mam nadzieję ;)))? No właśnie - nie wiadomo, kot bardziej zakręcony - dzieci, czy tatusiowie :). Bo w końcu te dzieci do kogoś są podobne :). Pozdrawiam :)

      Usuń
  21. Ja nie dzwie sie skarpetkom Jasia. Czasami i mi zdarza sie na chybcika, nad ranem ( bardzo wczesnym rankiem) tak odziac...no coz:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejna osoba, która jednoczy się z Jaśkiem w kwestii różnych skarpet :))). Choć przyznam się, że sama skarpety synowi podkradam, bo mamy już ten sam nr buta - tylko te same na razie ;)! Pozdrawiam :))))

      Usuń
  22. hahaha :)
    Powiem Ci, że mnie jeszcze niedawno można było zobaczyć w tak różnorodnej garderobie skarpetkowej :P
    Ostatnio jednak na zebranie Zuzi poszłam o dziwo w dwóch równych, o dziwo nie dziurawych, ale za to swoim kolorem radziłam po oczach nie tylko grono pedagogiczne, ale i innych rodziców! :P
    ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt, to być oryginalnym i wiernym sobie :). Choć ja sama jestem zakręcona nie mało - do kogoś się dziecko wrodziło ;). Pozdrawiam cieplutko :))))

      Usuń
  23. Buhahaha!!!
    Skąd ja to znam?!?!.! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - samo życie ;). Pozdrawiam :)))

      Usuń
  24. Może trzeba się cieszyć, że w ogóle skarpetki były na nogach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa :)! Już nam się zdarzało wychodzenie z domu bez kompletnego odzienia (nie powiem jakiego, bo wstyd ;) ). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  25. Uwielbiam jak piszesz :P Co do dwóch różnych skarpetek to chyba jakiś standard i norma. Ja to myślę, że za niedługo to chyba nikogo dziwić nie będzie. Taka nowa moda, czy coś:)
    A co do historii z workiem - skąd ja wiedziałam że tak będzie? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozwiązaniem były wielopaki z dokładnie takimi samymi skarpetkami :). Motyw z workiem jest stary jak świat - i wciąż aktualny okazuje się ;). Dziękuję za miłe słowa. I zaglądaj do nas koniecznie :))))

      Usuń
  26. Ooo skarpetkowe zamieszanie i mnie się zdarza :D
    Pamietaj, spokój, tylko spokój może nas uratować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojna jestem baaardzo - nawet sama się nie podejrzewałam o takie pokłady cierpliwości :))))

      Usuń
  27. Tak podejrzewalam, ze worek sie znajdzie! Ale obstawialam raczej iz odnajdziecie go gdzies w kacie szatni! ;)
    Ja jakos w szkole bardzo pilnowalam swojej wlasnosci i z tego co pamietam nie zdarzylo mi sie nigdy niczego zgubic. Za to wielokrotnie wychodzilam z domu w kapciach i dopiero po wyjsciu z klatki schodowej otrzezwialo mnie uczucie zimna na stopach. :)
    O splesnialych kanapkach sprzed tygodnia na dnie plecaka juz nie wspomne. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Ty bardzo porządne dziecko byłaś :). Choć trochę roztrzepane... Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  28. Pan Hilary zgubił okulary tak mi się skojarzyło z Waszą przygodą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre skojarzenie - w naszym wypadku dwóch panów Hilarych było :). Pozdrawiam serdecznie :)))

      Usuń
  29. Fajnie, że buty się znalazły. Mój Wojtek też codziennie z przedszkola wybiega, a to bez plecaka, a to bez czapki itp, bo kto by pamiętał o takich pierdołach, a Ty Rodzicu stój na straży, bo kto jak nie Ty?:)))

    A dwie różne skarpetki, no cóż czepianie się szczegółów droga MAMO, ważne, że są i że w stopy ciepło :)))

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko, znaczy ja, pedantką jest i uwielbia porządek - dzieci łatwo z nią nie mają., to trzeba przyznać :). Taki strażnik Teksasu ze mnie ;). Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  30. No patrz, to taka historia, jak u nas z tymi spodniami sniegowymi zgubionymi po drodze! U nas znalazl i pozbieral litosciwie kolega i Berberowna przynoszac je na drugi dzien, spytala czy sie ciesze. Jak szla, jak szlag, dziecko drogie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam tą historię, czytałam ją - i chyba nawet komentowałam :). No właśnie, dzieci wszędzie takie same mają przypadłości :). Pozdrawiam Was cieplutko :)

      Usuń
  31. U nas to samo, czasem zastanawiam się czy nie podpisywać mu wszystkich rzeczy, które wynosi z domu, bo choć ma już 10 lat to dalej jest roztrzepany jak 5latek. Są niestety takie sytuacje, że czasem sam już musi odkupić zgubione rzeczy, bo od kilku lat ma swoje konto w SKO, gdzie trzyma oszczędności. To była ostateczność, bo nie miałam już na niego sposobu, prośby i groźby nie pomagały. Teraz jest lepiej, bardziej się pilnuje. Pamięta co ma w plecaku i potrafi sprawdzić przed wyjściem czy wszystko się zgadza. Mimo to, fajnie było poznać się ze wszystkimi woźnymi w szkole ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w klubie, droga Mamo :). U nas jeszcze odpowiedzialności finansowej nie było, bo większość rzeczy znajdowała się, ale to pewnie kwestia niedalekiej przyszłości... Może kiedyś wyrosną te nasze dzieci z tego roztrzepania, trzeba mieć nadzieję ;). Pozdrawiam serdecznie :)))

      Usuń
  32. Opowieść przednia, a jeszcze lepiej opisana! Nie z bambuka matka wycięta ;-). Mój Oleś też zgubił strój gimnastyczny i najlepszą bluzę. Ale za nic w świecie nie chce tego przyjąć do wiadomości - że to on. Nie wiem, może koledzy mu zgubili? U nas do szkoły się włazi na legala - jak do świniarni.... Do szatni, na piętro etc.

    Nie no... te skarpety Jankowe to chyba nawet lepsze, niż bluzka tyłem do przodu u Olka ;-) (dobrze, że nie spodnie ;-)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie przed chwilą złapała Jaśka, że znów w dwóch różnych skarpetkach chodzi... To już chyba nieuleczalne u niego. Ale ostatnio niczego nie zgubił - sukces po prostu ;). Pozdrawiam cieplutko :))))

      Usuń
  33. Haha świetny blog, a opowieść o zagubionych butach- przednia:)
    Mój starszy wyszedł ostatnio z przedszkola w pantoflach... a ja tak zakręcona, bo jeszcze młodsza z nami była, że w ogóle nie zauważyłam. Oczywiście po kilku metrach zimno się dziecku zrobiło, więc gnaliśmy w te pędy z powrotem po buty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No faktycznie - na taką pogodę w kapciach... Kamikadze ;)! Ale dzieci tak mają, zresztą dorośli nie są lepsi - samej mi się zdarza założyć coś tył na przód, albo na lewą stronę... Ciesze się, ze Ci się u nas podoba, mam nadzieję, że zostaniesz "na dłużej". Pozdrawiam ciepło :))))

      Usuń
  34. Hahaha przypomniały mi się zguby dziewczyn - zawsze z wywieszonym jęzorem poszukiwania - bo potem pędem do pracy, do domu- ale nie tak kosztowne- ale popatrz- ile szczęścia po odnalezieniu :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - tak teraz szczęście Matki wygląda ;). Na szczęście już jakiś czas żadnej zguby u nas nie było - może już tak zostanie...? Pozdrawiam Was cieplutko :)))

      Usuń
  35. Dzieci są niesamowite !;) Jak bym czytała o mojej 9-latce 'z głową w chmurach' ;) ... i płeć nie ma tu nic do powiedzenia ... :) Dziękuję że nas odwiedziłaś , dzięki czemu trafiłam do Was i odkryłam taką lekturę ! (styl pisania bardzo przypadł mi do gustu :)) Ciepło pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa :). Mam nadzieję, że zostaniesz u nas na dłużej :).Trochę mnie pocieszyłaś, że to zapominanie jest niezależne od płci - może Młodszy będzie bardziej skupiony...? Pozdrawiam serdecznie :)))

      Usuń
  36. Od początku tak coś czułam, że one były w domu ;)) Ale co Janek nauczki przez ten czas dostał, to może zapamięta. Albo i nie, jak to z dziećmi. Najważniejsze, że zaoszczędziłaś i nie musisz nowych kupować! ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że na Janku takie "nauczki" wrażenia specjalnego nie robią - jeśli już, to Matka się nadenerwuje...;). Ale grunt, że się znalazły. Teraz czekam na kolejną zgubę... Pozdrawiam cieplutko :))))

      Usuń
  37. jaka życiowa historia :) wszystko przed mna, a Ty masz jeden komplet skarpet do prania wiecej :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do zaglądania do nas - możesz się przygotować na to, co Cie czeka... ;). Dzisiaj znów były skarpety nie od pary - taka uroda Jasia chyba ;). Pozdrawiam cieplutko :))))

      Usuń
  38. No niezła historia. :) Aż zaczęłam się zastanawiać jakie numery moja Kinia zacznie mi wywijać jak będzie większa, bo już teraz jej się zdarza coś zgubić. :) Butelki kiedyś szukaliśmy z mężem przez 1,5 godziny, a gdy po tym czasie zostawiliśmy ją na dosłownie kilka sekund samą w pokoju, wchodzimy do niego z powrotem, a ona jak gdyby nigdy nic co robi? ... pije z butelki. Do dzisiaj nie wiemy gdzie ona wtedy była. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, to już macie przedsmak tego, co będzie za chwilkę... ;). Dzieci potrafią zaskoczyć i widzą świat bardzo "po swojemu" - czasem przypominają nam w ten sposób o tym, co najważniejsze...I nie są to chyba "sparowane skarpetki" ;). Pozdrawiam cieplutko :)))

      Usuń
  39. Jakby to powiedziala nasza córcia"nie rozumiesz artysty" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bardzo ;). Matka jest praktyczna, do bólu nawet :). No i ma fioła na punkcie czystości i porządku - synowie łatwo nie mają, oj, nie ;). Pozdrawiam cieplutko :))))

      Usuń
  40. Oj, dzieci uczą nas cierpliwości i kolorowszego patrzenia na świat, o którym co nieco zapomnieliśmy .... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, dzieci zupełnie inaczej postrzegają rzeczywistość... Barwniej, bez tylu problemów - niepotrzebnych chyba... :). Pozdrawiam serdecznie :))))

      Usuń
  41. Heh, no to ulga, że jednak worek (i buty) się znalazł! U nas Eliza zostawia gdzie popadnie bluzy... Nie wiem ile już straciliśmy bezpowrotnie. Parę się znalazło...
    A skarpetki, dwie różne, to u nas norma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że wszystkie mamy podobne przeżycia :). Cieszę się w sumie, że to nie tylko chłopcy tacy roztrzepani.... Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  42. Tak sobie właśnie pomyślałam, że gdyby Jasiek ożenił się kiedyś z kimś takim, jak moja córka, to wnuki by nam pogubili w trymiga ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to kolejne pokolenie będzie jednak bardziej poukładane, po dziadkach ;). Pozdrawiam cieplutko :)))

      Usuń
  43. No widzisz Matko? No widzisz ile zaoszczędziłaś? A "patetki" takie w paski i każda inna to najnowsza moda... a nie tam zaraz jakieś roztargnienie :)
    Ile razy mam napisać, że uwielbiam Twoje zapiski? Napiszę zgodnie z prawdą, że nie uwielbiam a KOCHAM!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pięknie dziękuję za te słowa - przekaże głównym bohaterom :). Matka stara się nie denerwować na takie drobiazgi, jak dwie różne skarpety, ale z tyłu głowy ma, że trzeba chłopca dla żony wychować na ideał i bardzo się z tego powodu stresuje :). Pozdrawiam serdecznie i ciepło i jak nie wiem co :))))

      Usuń
  44. co tam buty! te skarpety - mistrzostwo !

    OdpowiedzUsuń
  45. U nas takie mistrzostwa na co dzień 😉. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń