piątek, 27 lutego 2015

PROSZĘ PAŃSTWA, ANNO DOMINI 2015 SKOŃCZYŁ SIĘ U NAS KOMUNIZM


Ja też chcę – mówi kategorycznie Jaś, wskazując palcem czekoladowe jajko-niespodziankę, nadziane jakimś skarbem ciężkostrawnym, które ściska w swych łapkach Staś.
Nie dam – mówi Młodszy, nauczony od pierwszych chwil życia walczyć o swoje i zapobiegliwie uciekać, nawet wtedy, gdy go nie gonią. Matka się stropiła, po raz setny tego dnia.
 Kupiłam tylko dla Stasia – tłumaczy się w niepotrzebnym odruchu szczerości.
Przecież ty już wyrosłeś z jajka niespodzianki – argumentuje głupio, bardzo głupio nawet.
Ale mam dla ciebie popcorn – oświeca Matkę niczym grom z jasnego nieba ostatnia deska ratunku, którą wygrzebuje z dna olbrzymiej torby na zakupy.
Popcorn? – ożywia się momentalnie Staś, porzucając szybciutko myśl o ucieczce z czekoladowym faberge.
Ja też chcę! – deklaruje głosem nie przyjmującym sprzeciwu.
Kupiłam tylko dla Jasia - tłumaczy się w niepotrzebnym odruchu szczerości Matka, stropiwszy się po raz sto pierwszy tego dnia.
Ty masz przecież jajko… - sugeruje następnie nieśmiało wyjście z tej niezręcznej sytuacji.
Nie chcem jajka – bez żalu ciska Staś to, o co przed chwilą dałby sobie krwi utoczyć.
Chcem polkom – wskazuje w oskarżycielskim geście palcem na niebieską torebkę pełną drogocennych ziaren.
Moje, nie dam!  – z satysfakcją wykrzykuje Jaś, napawając się słodką zemstą i jeszcze słodszym postawieniem na swoim. Atmosfera się zagęszcza, słodka zemsta kapie z sufitu.
Przebiegła Matka doświadczona przejmuje jednak cenną torebkę w momencie kulminacyjnym tzw. zawiązania akcji, kiedy to Jaś gotów jest do ucieczki w najciemniejszy kąt mieszkania i połknięcia torebki z cenną zawartością, byleby tylko nie dostała się ona we wrogie ręce, Staś natomiast przyjmuje pozycję bojową, zamierzywszy się w stronę brata zebranym z podłogi czekoladowym jajkiem.
 Pogodzeni nad wspólną miską, wyjadają popcron w milczeniu, jeden drugiemu patrząc na ręce i odliczając spożywane ziarna, a te nieparzyste dzieląc na pół. Tak oto rewolucyjne égalite i socjalistyczne hasła równości  klas wprowadzone zostały w życie po cichu i bez zbędnego szumu, a na oczach Matki dokonała się historia, nie po raz pierwszy zresztą i nie ostatni pewnie.
Chłopcy, mam dla was cukierki – mówi radosna babcia Krystyna od progu.
Hurrra – szturmują nieświadomą, mimo wieloletnich już przecież doświadczeń, babcię niefrasobliwą w progu. No cóż, nie zawsze i nie wszędzie historia vitae magistra est. A na pewno nie u nas.
On ma czerwony – zauważa trzeźwo Jaś.
Ja też chcę czerwony! – żąda, gotów się obrazić.
Ja mam czerwony! – cieszy się Staś.
Nie dam, nie dam! – wykrzykuje Junior, przygotowany już do walki lub ucieczki, machając bratu przed nosem czerwonym papierkiem, niczym sztandarem na barykadzie.
Ale Jasiu, zielony też jest fajny – próbuje bez nadziei tłumaczyć Matka.
Nie jest – stwierdza kategorycznie Jaś. Za nic nie chce powiedzieć dlaczego.
Albo mamy zielony, albo czerwony – ogłasza kolejny manifest braterski, spisany chyba tej nocy przez obu rewolucjonistów , kiedy pogrążeni w zasłużonym niebycie rodzice nie przeczuwali nawet, że oto pod ich dachem wykuwane są tezy rewolucji kwietniowej.
Cukierki w obecności przedstawicieli Komsomołu rodzinnego przekrojone zostały na pół, bracia otrzymali po połówce każdego koloru, sprawiedliwości społecznej stała się zadość, a papierki zgodnie wyrzucono do kosza. Fakt, że ich zawartość była dokładnie taka sama nie ma tu większego znaczenia, bo jak wiadomo nie od dziś, każda rewolucje zjada swoje dzieci równo i sprawiedliwie.
Fajna książka, cieszę się – mówi Jaś, ściskając kolorowy album z piłkarzami, który dostał z okazji entego święta osobistego.
Staś łypną na niego podejrzliwym okiem, ale trzyma fason i nie daje po sobie poznać ewentualnego niepokoju i wzmożonej czujności, na wszelki wypadek jednak mocniej obejmuje swoją książeczkę:
Fajna ksionska, fajna – gramoli się przy bracie, rozkładając jej twarde strony o tematyce około wiejskiej. 
Matka czeka w napięciu i z rezygnacją na odwiedziny sprawiedliwości społecznej, która wyrówna i rozdzieli po równo dary losu, odbierając kułakowi, a dając ludowi pracującemu wsi i miast, czyli innymi słowy być może trzeba będzie książki przepołowić i poskładać z dwóch dwie, po jednej dla każdego.
A tu masz, nawet Jaś nie zerknie na książkę Stasia, a Mały, dla zasady, też nie łypnie nawet w stronę albumu brata. Cisza przed burzą, sprytna taktyka, uśpienie czujności wroga, atak z zaskoczenia…? Nie wytrzymuje Matka zagęszczonego napięcia i pyta ostrożnie:
Podoba wam się? Każdemu jego? Nie każdemu nie jego? Koniec równości klas i powszechnego uwłaszczenia?
Stasiu nie obdarzył Matki nawet połówką spojrzenia, ściskając szczęśliwie książeczkę. Jaś natomiast z flegmą brytyjskiego lorda oznajmił:
Spoko. Widziałem je w Empiku. Moja była droższa.
Na szczęście Staś (jeszcze) nie zrozumiał.
A więc jednak, nastąpił koniec historii, po wcześniejszym  zatoczeniu tradycyjnego koła. A pod chmurami na 8 piętrze na 50 metrach kwadratowych obwieszczono, że oto właśnie upadł u Matki komunizm. I to na cztery łapy , obawiam się ;).




84 komentarze:

  1. Maja od niedawna też ma etap "to jest moje" :D masakra jakaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas musi być wszystko takie samo, mimo sprej różnicy wieku między chłopcami. A jak nie takie samo - to na pół. No, chyba że któryś ma coś lepszego w jego ocenie ;). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  2. :D
    Do teraz zdawało mi się, że to tylko Dziecka Kubiczkowe zdolne są do walki o to, że któreś ma więcej lub mniej dziur w plasterku sera lub kto może więcej zająć miejsca uwaliwszy się przed snem na matczynej ziemskiej powłoce :D
    Że też masz cierpliwość. Ja bym wszystko wzięła i za okno ciepnęła... no oczywiście za tym 101 razem i rewolucjonizowałaby się Matka Kubiczkowa :)

    Za każdym razem kiedy czytam Wasze historie w napięciu czekam na pojawienie się trzeciego bohatera, ale pod koniec sobie uświadamiam, że Matką jesteś dwójki, a nie trójki. Potraktuj to jako przepowiednię Kubiczkową:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łolabaoga - trzecie mówisz? No nie wiem, nie wiem... Ja może i tak, ale Mąż chyba uciekłby z krzykiem... Przy dzieciach znalazłam w sobie pokłady nadludzkiej cierpliwości, naprawdę! Mam nadzieję, że te pokłady sa głębokie... Pozdrawiam ciepluteńko :)

      Usuń
    2. A jak wtedy podzieli kinder niespodziankę na trzy? Albo cukierki? To już trudniejsza sztuka, ale może trafiła by się córka i wtedy różowe jajko, różowe cukierki :p
      Naslonecznej.blogspot.com

      Usuń
    3. Matka nie da rady podzielić na trzy? Kto, jak nie Matka ;). Życie stawia przed nami wyzwania, o którym nie śniło się filozofom... Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  3. Oh, jaka historia prawdziwa :-). Fantastycznie opisana! Poniekąd jakby i moja... ale zważywszy, że i u nas dwóch takich - całkiem to normalne :-).

    PS. Czy chodzi o album piłkarski do zbierania kart po 3.90 za pakiecik? Bo ja już niemal poszłam z jego powodu z torbami... ;-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i owszem, o ten :). Pisałam o nim w poście "Skazani na sukces" - ale tak pokrótce: Janek uzbierał prawie cały album, kupowaliśmy mu pojedyńcze karty na allegro (nie pytaj, po ile) - a na koniec zgubił go na świetlicy szkolnej. I nie znalazł do dziś... Myślisz, że się przejął? Było coś w rodzaju: Mamo, zaoszczędzisz... Ja świętą Matką jestem po prostu :). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
    2. Olu też ma już niemal cały i targa do szkoły, choć plecak i tak jak kamień! Mam nadzieje, że nie zrobi jak Wasz Janek, bo też roztasowuje się z tym w świetlicy... Na Allegro? O nie, nawet naszemu o tym nie wspomnę, bo po mnie - a też jestem święta jak Ty... ;-).

      Miłego weekendu ! :-)

      Usuń
    3. Nie wspominaj - bycie Matką Idealną kosztuje nie mało i chyba jest nieosiągalne ;). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  4. Super post, jakie to wszystko prawdziwe. Dobrze, że mam jedno. Zero walk chociaz- jefen z wielu plusów :-)


    www.zaraz-wracam.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedno rzeczywiście nie musi się dzielić. U nas wyższa matematyka z tymi podziałami - w zasadzie wszystkiego :). Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  5. Ubawiłam się... choć... hmm.. rozumiem, że to może być stresujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, może, może. Chociaż ostatnio mam nerwy z kamienia - ciekawe, czy na długo ;)? Pozdrawiam :)))

      Usuń
  6. no to mogę sobie wstępnie nakreślić obraz sytuacji jaka może się u mnie zdarzyć gdy urodzi się drugi maluch :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to nieuniknione. Najpierw jest zazdrość o rodzica, później zazdrość o przedmioty. Ale jest też mnóstwo miłości po drodze ;). Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  7. W moim rodzinnym domu do rangi legendy urosła historia jak to ja i moja kuzynka równolatka musiałyśmy mieć wszystko identyczne. Ciocia kupiła nam po gazetce "Miś" i dumna z siebie, że udało się zapobiec aferze, bo przecież są takie same. A tu pupa zbita! Afera była, bo jedna odwróciła na sam koniec a druga delektowała się nadal okładką i już był inny obrazek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba, nigdy nie ma, ze takie samo. Zawsze znajdzie się różnica, nawet jak jej nie ma ;). A ja też czytałam Misia i Świerszczyk :). Pozdrawiam :)))

      Usuń
  8. U mnie są dokładnie takie same klimaty. Z tym że młodsza nie umie przegrywać w rywalizacji i walczy do łez :}}}- może ktoś się na nie złapie ;}}}. Nie ważne ile która ma lat nauczyła się kupować dwie te same pierdołki i póki co sprawdza się ten pomysł ;}

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas w sumie nawet zawartość jajka-niespodzianki powinna być ta sama... A przecież między chłopcami jest spora różnica wieku! Ale - jak to mówią - natury nie oszukasz ;). Pozdrawiam cieplutko :)))

      Usuń
  9. Może z beczki matki dwóch córek do pewnego momentu zawsze było dla jednej i drugiej tak samo bez wyjątków, jak i jednej tak i drugiej. Nosem trochę pokręciły ale jakoś zawsze dochodziło do kompromisu, różnica u nas to 4 lata, aż do czasu gdy moja starsza córa oznajmiła że nigdy nie kochała różu i fioletu, ani lalek i innych pierdół dla księżniczek w porównaniu do młodszej Miśki, która ubóstwia wszystko co dziewczęce. Nastąpił rozłam, teraz już wiedzą że jak dla jednej trzeba coś kupić to druga może poczekać i korona z głowy nie spadnie. Dziewczyny mają swoje pasje ale iście po mamusi, czytaj bardzo kosztowne, teraz mamy filcowanie, więc żeby mieć na nowe materiały muszę z czego rezygnować, to też nauka. Natomiast zawsze wkurza mnie gdy przychodzi ktoś z )naszej rodziny) i jest tak, że jedna dostaje czekoladę a druga nic. I mnie wtedy rozrywa, bo wystarczy powiedzieć, dziewczyny proszę czekolada podzielcie się;) już z tym problemu nie ma. Co do chłopaków oni są tak rewelacyjni, że można o nich czytać i czytać;) a obiecałam sobie wrócić do wcześniejszych postów jak się ferie skończą i dziewczyny wybywają do szkoły a ja z kubkiem kawy przed monitorem, bo czytanie to czysta przyjemność;) słonecznego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa i zapraszam do lektury :). U nas niby też spora różnica - 5 lat, a jednak to Młodszy goni Starszego w jego upodobaniach. Ostatnio np. pomazał mu zeszyt do szkoły, bo "on też będzie pisał" - i rozpacz gotowa ;). Ale te ich kłótnie, zabawy - to cały nasz świat ;). Pozdrawiam ciepło :)))

      Usuń
  10. Jak to od maleńkości ważne jest poczucie sprawiedliwości społecznej :) Serio !

    Wychowując jedynaka tyle wrażeń wzniosłych i potrzebnych przecież, mnie (ani jemu) dane nie było...
    Serdeczności, B

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno tyle, może tylko innych :). Każde dziecko to skarbnica takich opowieści. Pozdrawiam cieplutko ;)

      Usuń
  11. U nas Oli nie ma i raczej nie będzie miał z kim o wszystko walczyć, choć z pewnością nas etap "to moje" nie ominie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale na pewno będzie mieli szereg innych, nie mniej ciekawych :). Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  12. To dziś mi dałaś przedsmak tego co mnie może czekać w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli znajdziesz się w takiej sytuacji - pamiętaj: zawsze to samo, w tym samym kolorze i tej samej wielkości ;). Pozdrawiam cieplutko :)))

      Usuń
  13. Matka musi zmierzyć się z sytuacjami o których nie śniło się filozofom ;-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nie zna życia ten, kto nie ma dzieci...;). Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  14. Ha ha ja to do dziś uważam, że cudze smakuje lepiej xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trawa u sąsiada jest ZAWSZE bardziej zielona ;)))

      Usuń
    2. Lub geście posiana jak twierdzi mój mąż xD

      Usuń
  15. Jeej, to widzę, że sporo mnie omija jako mamę jedynaczki ;) Może i lepiej, bo ja chyba nie mam takiej anielskiej cierpliwości, jak Ty :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz, masz, na pewno - tyle że głęboko schowaną, jak ja do niedawna ;). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  16. Ileż to razy kupowałam wszystkiego po trzy, jakbym matką trojaczków była ;) Jedynie sukienki i spódnice wystarczyły dwie, bo syn na szczęście domagał się wtedy spodni. I ta radość matki, gdy udało się cała trójkę zadowolić niejednakowymi zakupami.Bezcenne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matkę potrafią ucieszyć rzeczy niezrozumiałe dla innych, o które nawet by się jeszcze kilka lat temu nie podejrzewała ;). Pozdrawiam dzielną Mamę i jej Trójeczkę :)

      Usuń
  17. "to jest moje", noo skąd ja to znam! :P
    Witaj w klubie :)
    U nas póki co Zuzka jest sama, ale mnie coraz częściej marzy się rodzeństwo dla Niej! :) Wtedy i mnie będą czekały takie akcje-animacje :):)
    Cudownie czyta się takie posty :)
    Masz niesamowite pióro! :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :). Rodzeństwo jest fajne, dużo daje dziecku, choć obsługa dwójki to trudne zadanie :). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  18. Ja też chce! Ja też! :D
    Wyobraziłam sobie siebie wracającą ze sklepu za X lat gdy czeka na mnie więcej niż jeden dzieć :D o ja! tej sztuki "godzenia" trzeba się nauczyć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama przychodzi - razem z miłością do dzieci :). Pozdrawiam :)

      Usuń
  19. U nas póki co wszystko co jest wspólne, to jest Starszaka. Nawet urodziny Bliźniaków były Starszaka. Cóż... Byle do przodu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy podział :). Chociaż pewnie do czasu, bo kiedy Młodszy zrozumie, że wspólne też jest jego... ;). Byle do przodu :). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  20. He, "nie dam", "to jest Lilci" jest u nas na porządku dziennym. Zazwyczaj (to znaczy dopóki nie grozi rozlewem krwi) udaje, że nic nie widzę, nic nie słyszę, albo że to nie moje dzieci...
    Ale to co opisujesz- że chcą wszystko takie samo, to jakbym słyszała opowieści mojej mamy o mnie i moim bracie. Nie mogła kupić dwóch różnych książeczek, tak żeby móc dwie różne nam czytać- my musieliśmy mieć takie same. I nie było zmiłuj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma zmiłuj - w końcu sprawiedliwie musi być ;). Łudzę się, że kiedyś wyrosną, ale chyba tylko się łudzę... Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  21. jam im coś kupuję to cokolwiek by to nie było zawsze staram się kupić identyczne.....po identycznym batoniku.....po inentycznym jogurciku....po identycznym autku....


    ....a oni i tak potrafią się pobić nawet o identyczne;)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt, też tak może być :). W końcu walka wpisana podobno jest w naturę męską. Cierpliwości Kochana, życzę :). Pozdrawiam cieplutko

      Usuń
  22. Skad ja to znam... Wszystko musi byc po dwa i jeszcze tego samego koloru... Kiedys kupilam im po lizaku i choc papierki mialy jednolicie zolte, po odpakowaniu okazalo sie, ze jeden byl zolto-rozowy. Niestety trafil sie synowi, ktory zamienic sie nie mial zamiaru, za to corka zaczela sie drzec, ze poniewaz jest tam PINK, to lizak powinien nalezec do niej, bo ona lubi PINK... Myslalam, ze poniewaz mam "parke", to omina mnie chociaz awantury o zabawki. Taaa... Klotnie sa zarowno o rozowy wozek dla lalek, jak I niebieski pociag... Badz tu czlowieku madry...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli z rodzeństwem mieszanym jest podobnie? A ja już się łudziłam, że między chłopcem a dziewczynką nie ma takich problemów, bo to przecież różne światy ;). Pozdrawiam :)

      Usuń
  23. Znam te kłótnie. O wszystko. U nas na porządku dziennym jest kłótnia o kolejność kąpania. Młodszy jeszcze nie mówi, dopiero zaczyna. Krzyczy na pół bloku: "JAAA!! MLMLML MAMA NUNU!" Co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że to on się pierwszy kąpie i nie podlega to dyskusji. Mama- tak też mówi na swojego starszego brata. Czasem mam dosyć, bo niestety anielskiej cierpliwości nie mam jak Ty :) najczęściej dzieciaki się kłócą i nie chcą dzielić, więc zabieram. Inaczej byłby koszmar :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale gdzie tam, wcale nie mam cierpliwości, Staś mówi nawet "Mama, tylko nie krzyczaj na mnie". Ale z drugiej strony trzeb to przeżyć - trudno cały czas wrzeszczeć na dzieci ;). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  24. Haha! Samo życie. Czyli widzę, że moja rodzina nie odstaję od innych rodzin ;-)zuza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie widzę, że u nas wszystkich wygląda to podobnie. Fajnie, że człowiek nie jest sam :). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  25. Podział dóbr wśród rodzeństwa odbywa się na bardzo specyficznych, nieopisywalnych zasadach...
    Jeszcze u nas jest jedna córka (dosłownie ostatnie dni jedynactwa), ale mój chrześniak ma dwójkę rodzeństwa i zawsze mam problem - co kupić chłopakom (w wieku 5, 7 i 11 lat obecnie), żeby każdy dostał po tyle samo, w miarę możliwości to samo, ale żeby żaden nie czuł się skrzywdzony i mógł cieszyć się z prezentu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziecięca logistyka jest trudna i wymaga planowania strategicznego ;). Ale - wszystkiego można się nauczyć :). Trzymam kciuki za Was :)

      Usuń
  26. Wierz mi! Jakbym Milusińskich widziała i słyszała. Dokładnie taka sama sytuacja. W Biedronce są mleczne kanapki z bohaterami z bajek (Myszka Miki, Kaczor Donald i tak dalej, każda ma też inny kolor opakowania). Jest wojna, bo koniecznie oboje chcą niebieską, bo różowa to dla dziewczynki, a zielona jest brzydka. Ludu, co wtedy kombinowania jest. To nic, że kanapki w środku te same, to nic... No cóż;)
    Mam młodszą siostrę. Jak była mniejsza i rozumiała już co to pieniądze, rodzice dali nam po 20zł dajmy na to. Mi dali 10 zł, 5 zł, 5zł, a jej papierkowe 20zł. Ale był krzyk, no bo przecież "Ona ma więcej!" Dzieci to dopiero wzrokowcy, no powiedz że nie? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, no - też przerabiamy temat mlecznych kanapek w Biedronce. Tyle, że z Kubusiem Puchatkiem i jakimś tam jeszcze - powiedzmy - męskim bohaterem. Aż się boję, kiedy zaczną oczekiwać tych samych sum do skarbonek... ;). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  27. Ja tego nie znam, bo mój Junior jest jedynakiem, ale jak ktoś do nas przychodzi to tez musi byc wszystko razy dwa i trzeba miec dwa takie same soczki, batoniki itd ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to masz przedsmak ;). Musi być równo i sprawiedliwie, bo jak nie, to sami dojdą sprawiedliwości ;). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  28. U nas w domu, to ja chętniej dzieliłam się z siostrą. Jak miałam cukierek, to zawse na pół. Jak zaoszczędziłam grosiaki na zakupach, to na batonik dla młodszej, Niestety w drugą stronę to nie działało. Na szczęście wyrosłą z tego :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że moi też wyrosną. Choć też myślą o sobie, kiedy coś kupuję jednemu, ten na ogół upomina się o brata. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  29. Oho, skąd my znamy te rzeczy ;)) u moich Podopiecznych jest tak: mały chce to co siostra, ona usilnie nie chce dać. Nawet dotknąć mu nie da. Głównie chodzi o kredki czy kolorowanko-czytanki. A jak On coś ma to ona natychmiast też to chce. Nawet, jeśli to jest grzechotka czy poprostu zabawka dla niemowlaka (różnica 4,5roku ona starsza od niego).
    Ehhh myslałam, że w tym wieku to już mija ;))
    A jaka jest różnica wieku między Twoimi chłopcami??

    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 5 lat - podoba im się wszystko, od samochodzików dziecięcych, po przybory szkolne ;). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  30. U mnie każde z dzieci lubi co innego, więc kiedy taty wraca z pracy Lenka roznosi słodycze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to nie macie problemu :). U nas teoretycznie też każdy ma swoje ulubione rzeczy, ale jeśli tylko pojawiają się w rzeczywistości - trwa walka, zeby było równo i tak samo :). Pozdrawiam :)

      Usuń
  31. Odpowiedzi
    1. Bez dwóch zdań :)> Grunt to zachować zimną krew... Pozdrawiam :)

      Usuń
  32. Gratuluje cierpliwości! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję - choć czasem jej brakuje... No ale co poradzić, jakoś trzeba wszystkich obdzielić po równo ;). Pozdrawiam :)

      Usuń
  33. U nas powoli zaczyna się etap "moje", ale na fali ciągle etap "siam" :)
    Podziwiam, za cierpliwość!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam! Sama się podziwiam za cierpliwość - i Ty też niedługo będziesz :). Tak to jest, że przy dzieciach znajdujemy w sobie pokłady cech, o które nigdy byśmy siebie nie podejrzewali ;). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  34. to chyba każda mama przechodzi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że dotyczy to każdej z nas :). Pozdrawiam :)

      Usuń
  35. U nas pierwszy odruch też jest "To MOJE!" Ale później przeważnie dochodzi to co matka powtarza milion razy "Trzeba się dzielić". Jestem wtedy bardzo dumna z moich dziewczynek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas koniec - końców też się dzielą, ale wcześniej są krwawe boje ;). Mam nadzieję, że wyrosną z tego :). Pozdrawiam :)

      Usuń
  36. Odpowiedzi
    1. No właśnie, u nas króluje niepodzielnie :)

      Usuń
  37. O popatrz. U nas na razie fajne jest to, ze jak w domu pojawi się prezent to prawie na pewno komus się spodoba. Gorzej jak wszystkim na raz ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to reguła - podoba się ZAWSZE obu, i w tym samym momencie również obu przestaje się podobać. Taka solidarność braterska ;). Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  38. No jakbym o moich czytała z tym, że historia z książkami u nas nie miałaby prawa się wydarzyć :) W takiej sytuacji zawsze najpierw jest 'czytana' wspólnie jedna książka, a zaraz potem 'czytana' jest wspólnie druga książka. Oczywiście wszystko odpowiednio poprzedzone okrzykami 'a on nie chce mi swojej pokazać!', 'a on nie daje mi oglądać!' itp itd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jest ten problem, że Jaś czytuje literaturę "fachową" w postaci np. Mikołajka, a Staś kartkuje bajeczki. Nie bardzo interesuje ich treść książki brata, no ale zawsze jest to okazja, żeby zdobyć "nowy teren" ;). Pozdrawiam cieplutko :)))

      Usuń
  39. Nie wiem jak ja przeżyję coś takiego w moim domu. Póki co solidarnie się wszystkim dzielą, a przynajmniej nie biją i nie domagają się równego=identycznego traktowania, ale to się pewnie niedługo zmieni tylko Gaba zacznie mówić;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby nie - choć rywalizacja pewnie nastąpi. Ale to też kolejny etap rozwoju. A przeżyć trzeba, nie ma wyjścia :). Bardzo się cieszę, że zajrzałaś do nas :). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń