wtorek, 10 lutego 2015

OBRĄCZAK


Wszystkie małe dzieci z definicji i założenia posiadają przytulankę. Wierną towarzyszkę podróży, posiłków, kąpieli, a przede wszystkim snu. 
Przytulanka jak to przytulanka: przybiera najróżniejsze formy, dalekie czasem od tradycyjnych wyobrażeń związanych z pluszowym misiem czy włochatą kaczuszką. Bywa kawałkiem pieluchy, bywa skrawkiem poplamionego kocyka, bywa też starym kaftanikiem z okresu wczesnego niemowlęctwa, czy nawet pieprzykiem matczynym zlokalizowany na szyi na przykład.
W przytulance istotne jest kilka cech, przy czym te najważniejsze to bez wątpienia: materiał, stopień zużycia i zapach.
Niejedna niedoświadczona Matka w przesadnej trosce godnej neofity gotowa była dezynfekować gumowe kaczuszki wrzątkiem, przemywać plastikowe samochodziki spirytusem czy prać wymiętoszone do granic możliwości pieluszki w milionie detergentów.
I niejedna niedoświadczona Matka błąd ten popełniła. I co prawda otrzymywało dziecko z powrotem pięknie pachnącą lasem i lawendą przytulankę, wypłukaną w tysiącu zmiękczaczy i umilaczy, ale tknąć jej nie chciało za żadne skarby tego świata! 
Wylaszczona i odmłodzona przytulanka bowiem, pozbawiona tego jednego, jedynego zapachu, który w nosach Matek niedoświadczonych był co najwyżej nieprzyjemnym fetorem, tudzież smrodem, dla dziecka stawała się ciałem obcym, podszywającym się jedynie pod ukochanego towarzysza, podstępnie zamordowanego nadgorliwą miłością matczyną.
 Na szczęście sytuacje tu opisane nie dotyczą pieprzyków matczynych, chociaż kto te Matki wie – na pewno przecierają pieprzyki jakimiś wysokoprocentowymi świństwami, albo i gotują w krochmalu, nim pozwolą dziecku je tknąć.
Tak więc przytulanki bywają różne, mają różny kształt, teksturę, zapach. Czasami Matka nadziwić się nie może, że stanowi to-to obiekt westchnień jej dziecięcia, wzrastającego w nienagannej estetyce mebelków mamut, tudzież krama. A jednak.
W naszym przypadku nie było inaczej. Jaś – dziecko tradycyjne, domowe i wycofane w zasadzie – hołubił nad życie niejaką kocinkę, czarnego, tradycyjnego pluszaka nabytego w drugim obiegu przez wujka.
Kocinka towarzyszyła nam wszędzie, jak  czwarty członek rodziny (w zastępstwie Stasia, pozostającego w tym czasie w sferze nie do końca sprecyzowanych planów). Dumnie upamiętniają ten miły okres w naszym życiu wszystkie fotografie wakacyjne, rodzinne i okolicznościowe.
O, nie daj Bóg,  kiedy kocinka zapodziała się gdzieś przed snem, cała rodzina zamieniała się wówczas w oddział policji i straży jednocześnie, przeszukując do skutku każdy kąt niedużego mieszkania. Musiało być do skutku – inaczej – noc z głowy zapewne.
Zresztą – kocinka mieszka z nami do dziś, na zasłużonej emeryturze leży gdzieś pod stosem zabawek, czasem litościwie przygarniana przez Stasia. Ale tylko czasem, w zasadzie bardzo rzadko i wtedy zazwyczaj, kiedy Matka litościwa ją dziecku podsunie.
Bo Staś ma inną przytulankę, inny obiekt westchnień i pożądania. A jest nią obrączak.
Czyli zwyczajowo – obrączka. Nie, że konkretna obrączka, mamina, tatusiowa, czy inna. Nie.
Po prostu – obrączka, uniwersalne kółko, koniecznie w kolorze złotym, o tradycyjnym obłym kształcie. Nic tak Stasiny nie uspokaja, nie wycisza, nie koi i nie wprowadza w stan głębokiego uśpienia, jak obrączak właśnie.
Jak wygląda to w praktyce? Otóż przed snem należy cicho położyć się przy Stasinie, podać mu dłoń, a dokładnie palec z obrączakiem, a już Staś zaczyna go międlić, przesuwać, kręcić, palec nieomal wyłamując, aż znieruchomieje dziecina w błogim śnie z boleśnie wykrzywionym palcem, maminym na przykład.  Nic nie koi równie skutecznie łez stasiowych, co słodkie tete a tete z obrączakiem, chwila swawolnego międlenia obłego kształtu. No tak już dziecko ma, co poradzić.
Rozwiązanie to niesie za sobą wiele korzyści. Chociażby to, że nie jesteśmy do Stasia przypisani niczym chłop do roli. Wystarczy sprytny trik z obrączakiem – i dziecko jak anioł zasypia w ramionach (czytaj: uwieszone na placu) babci czy dziadka, wyposażanych w cenne precjozum. Zapyta tylko na progu snu:
Mamuki wróci…? – i zasypia jak anioł uczepiony obrączaka.
Zauważamy jednak ostatnio pewne natręctwo stasiowe w temacie obrączaka. Otóż Staś stał się podejrzliwy i wietrzy spisek w tym temacie. 
Bo taka sytuacja: tupta sobie jak gdyby nigdy nic po mieszkanku dzielna Stasina, niby bez żadnej intencji, a tu bach – już łapie cię za rękę i pyta groźnie:Masz obrączak?Mam – odpowiada złapany na gorącym uczynku delikwent, czyli na przykład Matka.Złoty? – upewnia się mały inkwizytor.Złoty – przytakuje spłoszona nieco rzeczona.To dobze – wyraża aprobatę dziecko i wyrusza na poszukiwania kolejnej ofiary.
Czemu masz obrączak? – rozszerza nieco protokół przesłuchania, dorwawszy Ojca.
Bo mam żonę – mówi Tata.
Masz żonej? – dziwi się Staś, ale tylko chwilę, przechodząc nad tym prostym powiązaniem do porządku dziennego.
Babcia nie ma obrączaka – mówi pewnego dnia tonem oskarżycielskim.
Nie mam – przyznaje ze skruchą babcia, wezwana do tablicy.
Nie masz żonej? – odpytuje nieustępliwy śledczy.
Nie mam – przyznaje babcia ze skruchą i zgodnie z prawdą równocześnie.
Ale Jasio też nie ma obrączaka – próbuje ratować się nieszczęsna ofiara, sypiąc współtowarzyszy zbrodni.
Bo Jaś nie ma żonej – mówi tonem oczywistym Staś. No ba, to akurat może stwierdzić codziennie naocznie. Chyba, że żonę ukrył w jakimś kącie pod stertą zabawek.
Mamuki ma obrączak – mówi tonem pochwalnym, kiedy chce zrobić Matce przyjemność.
Mamuki ma żonej – wyjaśnia nie pytany sam sobie.
Ma żonej? – dziwi się Matka, której chyba coś umknęło.
A jak się nazywa ta żonej?
Tatuś – mówi najoczywistszą oczywistość Staś, międląc Matkę boleśnie za palec.
No fakt, głupie pytanie. Przytulanka to przytulanka, żonej to żonej, a obrączak musi być…;).


www.tapeta-dłonie-obrączka-złota.na-pulpit.com

92 komentarze:

  1. No fakt. Moje chłopaki mają kocyki. Dwa takie same były, jeden duży drugi pocięty na małe podręczne przytulanki, bo w szpitalu dużego nie mogliśmy wszędzie taszczyć. Cała trójka ma po swoim kawałku który wąchają a matka notorycznie do pralki wrzuca bo brudny poplamiony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne rozwiązanie - pewnie mniej sprzeczek, jeśli wszystkie przytulanki takie same :). No a prać czasem trzeba - taka nigdy nie prana przytulanka mogłaby pewnego dnia wywędrować sama z domu :). Pozdrawiam ciepło, dziękuję za wizytę :))))

      Usuń
  2. Dzięcięce przytulanki-talizmany są czasami zaskakujące:) Też o tym kiedyś napiszę:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie napisz! Ja nigdy nie wpadłabym na to, że przytulanką może być obrączka... Dzieci potrafią zaskakiwać jak nikt :). Pozdrawiam cieplutko :))))

      Usuń
  3. Oryginalny to przytulak ten obrączak. My w ubiegłym stuleciu mieliśmy najpierw fufenię, czyli pikowany w poszewce kocyk malutki, a potem Kłapołuchego pluszowego. Ale poprzednia epoka była bardziej tradycyjna :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to różnie bywało z tą poprzednią epoką. Choć faktycznie, królowały raczej tekstylia - a to pielucha, a to kocyk, a to pluszak.... :). Dzisiaj to już pewnie i telefon, i tablet potrafią być przytulanką - choć miejmy nadzieję, że jak najrzadziej się to zdarza ;). Pozdrawiam serdecznie :))))

      Usuń
  4. A u nas stałej przytulanki nie ma są zmienne. Raz na fali króluje lalka innym razem telefon,a jeszcze kiedy indziej pielucha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to chyba dobrze - kiedy zginie jedna rzecz, nie ma dramatu i można ją zastąpić kolejną ;). U nas na szczęście obrączak tez tak łatwo nie ginie - gorzej było z kocinką za czasów Jasia... Pozdrawiam cieplutko :))))

      Usuń
  5. Ha ha ha. Patrz jak to sobie wszystko ślicznie połączył :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo Stasiu spryciarz jest i potrafi liczyć, jak nikt w rodzinie - i tak to sobie sprytnie wykalkulował właśnie :). Pozdrawiam :))))

      Usuń
    2. Powiedz mu, ze kiedyś będzie miał swój własny, prywatny obrączak :)

      Usuń
    3. Mówię, ale nie chce uwierzyć i patrzy na mnie podejrzliwie ;)

      Usuń
  6. he he jakie mądre dziecko :)
    no popatrz z obrączką ciekawa sprawa, u nas króluje miś Zdziś ale już jest tak wytyrany upływem czasu,że żadne prania na niego nie działają mimo to musi być wszędzie i zawsze!
    pozdrawiam miłego dnia życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Misie "po przejściach" są najlepsze - sama miałam takiego jako dziecko! No niestety, nasz Młodszak taki jest nietradycyjny - choć ma to i swoje dobre strony. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  7. Mój ma aż dwie przytulanki do spania- pieska i małpkę Georga oraz gumowego żółwika, którego trzyma w rączce aż zaśnie :) Słodko to wygląda, gdy tak śpi wtulony w swoje pluszaki z żółwiem w ręku ;) Codziennie tak samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małpka Georg jest Stasia ulubionym bohaterem bajkowym - nieruchomieje na tej bajce :). Pozdrawiam :)))

      Usuń
  8. Mój brat zasypial miętoląc ucho, oczywiście nie swoje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mamy teraz fazę ucha u Jasia. Międli je niemiłosiernie - na szczęście swoje :). No właśnie - z wiekiem, okazuje się, przytulanki się zmieniają. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam "do zaglądania" do nas :))))

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Mają, mają - poniekąd nie ma wyjścia :). Pozdrawiam :))))

      Usuń
  10. Moje dzieci nie mają żadnej przytulanki, no nie licząc mnie i taty :) Ich przytulankami są rodzice. Jako "młoda" niedoświadczona matka myślałam, że każde dziecko musi mieć przytulankę czytaj maskotkę, kocyk, pieluszkę itd kupiła chyba z 20 maskotek, ciągle szukając tej jedynej, kilka kocyków i kilka rodzai pieluszek ... aż do czasu przeczytania "W głębi kontinuum" po lekturze przestałam kupować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co dziecko - to przypadek okazuje się :). Choć rodzice - jako przytulanki - to bardzo praktyczna wersja. Tylko zawsze musicie być w pobliżu :). Pozdrawiam Was serdecznie :))))

      Usuń
  11. Dou dou, tak pa francusku wola sie na te przytulanka ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiem, wiem - miałam przygodę "za młodu" jako fille au pair i moja podopieczna miała właśnie taką dou dou - starego, brudnego pieska. Kiedy zginął - cały dom stał na równe nogi i szukał. To były czasy :)! Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  12. Moje dzieciaki mietolily albo drugi smoczek :) badz ucho- moje lub kosmyk wlosow :))
    Metoda obraczkowa -super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smoczki miał Jaś - dwa, a nawet w porywach trzy! Odłączyć go od tych smoczków - to dopiero była jazda :)))). A teraz dla odmiany międli uszy... Zobaczymy, co wymyśli Mały w przyszłości ;). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  13. Fenomenalna logika dziecięca! tylko ta włochata kaczuszka mnie przeraża... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt - miało się miło skojarzyć, a wyszła jakaś kaczuszka-wilkołak... ;)))). Może dlatego, że u nas nigdy kaczuszki nie było - u nas jest obrączak ;). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  14. U nas pluszakim, przytułkiem byłam ja - do momentu gdy nie wdrożyliśmy samodzielnego zasypiania dzieciaków do zaśnięcia potrzebna była... moja szyja którą można było objąć ramieniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A - tak też bywa. W sumie przytulanka - rodzic to ekonomiczne rozwiązanie, ale z czasem może być dość męczące dla rodzica. Wtedy najlepiej chyba mieć w zanadrzu jakieś zastępstwo - kotka albo pieluszkę, co kto lubi :). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  15. Dzieci potrafią zaskoczyć. Ja tu szukam maskotki idealnej dla naszego maluszka, a okazuje się, że wystarczy obrączka :)
    Ja np. miałam ulubiony smok w butelce, wyświechtany do granic. I mama tak cierpiała, że go w końcu wymieniła. I co? Do dziś nie piję mleka, po tym jak wzięłam ten świeży smok do buzi. A ulubionego misia, niewiele ode mnie młodszego (czyt. po 30 ) do dziś przechowuję. Na nowego nie wymieniam, żeby źle się to dla mnie nie skończyło :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci często same wybierają swoje przytulanki. My próbowaliśmy przekonać Młodszego do ulubionej maskotki starszego brata - i nic z tego! Wymyślił sobie obrączkę i bardzo jest tu konsekwentny :). Pozdrawiam cieplutko :))))

      Usuń
  16. Ekstra jak zawsze- a obrączak to podstawa spokojnego życia- a przytulak obrączak tym jeszcze bardziej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obrączak to bardzo praktyczne rozwiązanie :). Na życie i na dzieci - okazuje się. A miłość jest ślepa - i pokochać można nawet kawałek metalu, jeśli znajdzie się w nim to COŚ wyjątkowego ;). Pozdrawiam serdecznie :))))

      Usuń
  17. U nas u starszaka króluje przytulanka pies. Właśnie przedwczoraj powędrowała do prania, na szczęście starszy jest już na tyle duży, że nie o zapach mu w przytulance chodzi więc po praniu przygarnął ją na nowo :) Młodszy jakoś jeszcze nie znalazł tej jednej jedynej i ma kilka zamiennych co znacznie ułatwia sprawę gdy któraś zaginie w czeluściach synowego pokoju :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak - kilka przytulanek rozwiązuje problem zagubienia :). U naszego Starszego był kotek, ale Młodszy nawet na niego nie spojrzał. Długo nie miał swego ulubieńca, aż padło na obrączak. Twój pewnie też Cię zaskoczy ;). Pozdrawiam ciepło :))))

      Usuń
  18. U mnie byłoby trochę zabawnie bo mam obrączkę z tytanu więc obrączak byłby trudny do podrobienia przez kogoś innego :D

    Ale logika Stasia świetna. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytanowa przytulanka? No to faktycznie trudne do podrobienia ;). Chociaż - kto tam tego Stasia wie,może by coś wymyślił ;). Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  19. Super! Dzieci są takie... logiczne. Przecież to oczywista oczywistość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt, szczególnie nasz młodszy potomek jest logiczny i policzalny. Ciekawe po kim, bo u nas wszędzie szaleni humaniści... ;). Pozdrawiam :))))

      Usuń
  20. Niesamowita Stasina logika, ale coś w tym jest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Logika dzieci jest prosta i prawdziwa - warto czasem ją sobie przypomnieć :). Pozdrawiam :)

      Usuń
  21. Czasem tak by się chciało wejść ten dziecięcy świat, tam wszystko jest tak proste i logiczne a dorośli to źródło komplikacji:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem warto to sobie przypomnieć ;). Pozdrawiam :))))

      Usuń
  22. niezmiennie powalona na kolana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło nam bardzo :). Ale wstawaj Kochana z tych kolan i bądź, bądź z nami jak najdłużej :). Pozdrawiam cieplutko :))))

      Usuń
  23. Haha, moje dzieciaki tez lubia bawic sie moim palcem z obraczka, ale na szczescie nie jest ona uspokajaczem.
    Bi od malenkosci miala maly, puchaty kocyk, z ktorym nie tylko spala, ale wszedzie lazila. Dopiero kilka miesiecy temu ujrzala w sklepie swojego "koniczka" i przepadla. Spi z nim , chodzi po domu, do opiekunki, na zakupy i kosciola. :) Konik byl bialy, teraz jest brudno-szary i sie nie dopiera. :/
    Nik za to ma w powazaniu wszelkie maskotki. Jak na mezczyzne przystalo, co wieczor stoi przed polka z zabawkami i wybiera, a to traktor, a to wyscigowke, tudziez inny pociag. :) Ostatnio hitem jest malutki samochodzik z kinder niespodzianki. Mlodszy zasypia sciskajac go w piastce. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas samochodziażem był Starszy, chociaż na maskotkę wybrał kocinkę - pluszaka :). Młodszy długo nie mógł się zdecydować, a ostatecznie wybrał.... obrączkę. Ani miękka, ani pacnie specjalnie - ale, jak to mówią, miłość jest ślepa ;). Pozdrawiam Was cieplutko :))))

      Usuń
  24. Z tęsknotą wspominam chwile, kiedy Tomasz zadowalał się jednym Kiciusiem...Teraz obok Kicusia leży Świnka, Sapcio, samochodzik, Erłostal w postaci lokomotywy z dwoma wagonami oraz wymiennik, jako to Mysia lubo Konik. Dziecko śpi skulone na 1/4 łóżeczka, a na pozostałych hektarach panoszą się Przytulasie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to bardzo towarzyskie Dziecko macie :). To bardzo dobrze, widać, że empatycznie i przyjaźnie nastawione do otoczenia - to procentuje :)))). Pozdrawiam serdecznie całą fantastyczną rodzinkę :))))

      Usuń
  25. I na spokojnie mogłam sobie wejść i poczytać o przytulankach. Uśmiechałam się przy czytaniu Stasia obrączek;) Moja Olka ma swojego łosia towarzyszył jej do 10 lat teraz 14 roczek wybił i łoś dalej na swoim miejscu, kiedyś odpadł mu róg, mówię czas oddać innemu dziecku, oj nie mamo przyszyje i dalej ma być na półce. Natomiast Michasia od 3 roku wszędzie włóczy za sobą cytrynową królisię bagatela 50 cm, gdy idzie spać do babci, gdy rano zęby myje i oczywiście na noc i zdarza się nawet nam na niej usnąć taka jest pozytywna. Raz do roku a to już będzie 7 lat jak ją ma, przechodzi krolisia operację plastyczną wypełnienia brzuszka. Niefortunnie się raz zdarzyło, gdy dziecię nie widziało, rachu ciachu, królisia pełna tylko klops bo przyszyłam ogonek do brzuszka i się wydało;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stara miłość nie rdzewieje... :). A takie przytulasie "po liftingu" to prawdziwa historia, jak tu się ich pozbyć? Nie można! To prawie członkowie rodziny przecież :). Pozdrawiam cieplutko :))))

      Usuń
  26. Padłam xD Masz żonej???
    Swoją drogą moje dzieciaki olewają przytulanki i zasypiają bez takich bajerów... Szkoda, dzieci z misiem (lub obrączakiem :P) wyglądają słodko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale chociaż masz spokój - uwierz mi, to na wagę złota ;). A dzieci są tak słodkie, że i bez dodatków kochamy je do szaleństwa ;). Pozdrawiam ciepło :))))

      Usuń
  27. Odpowiedzi
    1. Dziękuję :). Jest fajnie, choć bywa i trudno - jak to w życiu ;). Pozdrawiam ciepło :))))

      Usuń
  28. heheheh uwielbiam czytać takie teksty :-)))
    fajowe masz dzieciaki :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :). Zapraszam więc do "zaglądania" do nas, a dzieje się dużo... :). Pozdrawiam :)))))

      Usuń
  29. lubię te Twoje teksty :)
    alexanderkowo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, mam nadzieję, że znajdziesz tu coś dla siebie :)

      Usuń
  30. Naczytałam się i nasłuchałam o tych dziecięcych talizmanach. U nas stety lub niestety Oli nie ma takowego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jeszcze wszystko przed Wami? Dzieci potrafią zaskoczyć... ;). Pozdrawiam cieplutko :)))

      Usuń
  31. Rzeczywiście - oryginalny ten przytulak! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo - i mało do przytulaka podobny ;). Ale podobno miłość nie wybiera...Pozdrawiam ciepło :)))))

      Usuń
  32. Uśmiałam się z Tego co pisałaś o tym dezynfekowaniu!! Ja tego nie robiłam, wręcz przeciwnie, co budziło (o zgrozo!!) wielkie oburzenie wśród innych matek :D :D :D To było zabawne, przyznaję :D
    Przytulanka obrączak bardzo oryginalna. Młody ma taką, pluszowy piesek, którego dostał w spadku po mojej siostrzenicy. Jest już zszyty milion razy ale żaden nie może go zastąpić, jest ukochany :) I ogonek tego pieska miętoli jak Stać obrączka :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym dezynfekowaniem mam tak jak Ty, ale wszystkie opisane tu przypadki są "z życia wzięte" (niestety). Obrączak wciąż u nas króluje, nawet dziadkowie wyciągnęli swoje obrączki z szafek na znak jedności ze Stasiem :). Pozdrawiam :))))

      Usuń
  33. U nas nie ma obrączki tz, jest ale to talizman dorosłych. Na wszystkie wycieczki (podobnie jak majtki na zmianę) pakuję jeża -Jerzego. Bez przeżutego noska, zamiast spania mamy bal murzynów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas był bal murzynów, kiedy Starszemu zginęła kocinka ;). Obrączak na szczęście tak łatwo się nie gubi ;). Pozdrawiam :))))

      Usuń
  34. U nas przytulanki zmieniaja się jak w kalejdoskopie, czasem są tak nieoczekiwane i wymyślne, że aż zadziwiają dziecięcą wyobraźnią:-)
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie zaskakuje, jak wyobraźnia dzieci ;). Super, ze przytulanki mają różne - można stosować je wymiennie :). Pozdrawiam :))))

      Usuń
  35. Coś fantastycznego - jak przyjemnie Ciebie czytać :)
    Uśmiałam się, rozmarzyłam - super tekst!

    będę wracać - zdecydowanie :)
    www.MartynaG.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się podoba :). Zapraszam do "zaglądania" do nas :). Pozdrawiam cieplutko

      Usuń
  36. Mój młodszy brat jak był mały to zawsze przed zaśnięciem nawijał na swój palec kosmyk maminy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzic-przytulanka to też częsta wersja ;))). Bywają włosy, uszy, pieprzyki.... Cudowne lata :). Pozdrawiam ciepło :))))

      Usuń
  37. Oryginalna przytulanka i bardzo dobrze :) Trzeba wybijać się ponad szablony !
    Bardzo fajny tekst ! Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :). No tak - oryginalności naszym dzieciom nie brakuje :). Pozdrawiam i zapraszam do "zaglądania" do nas :)))

      Usuń
  38. Moja córka od urodzenia jest właścicielką żółtego kocyka.Z czasem kocyk został podzielony na 6 części.Do żłobka, do obu babć, do domu, do auta i sama nie wiem jeszcze gdzie. Kocyk ma już 6 lat i naprawdę marnie wygląda, ale jest tym jedynym pluszakiem i koniec;-).pozdr. Zuzka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - miłość to miłość, wiek i wygląd nie ma znaczenia :). Super, że zajrzałaś, mam nadzieję, że zostanie na dłużej ;). Pozdrawiam cieplutko :))))

      Usuń
  39. Kurczę, a ja całe życie w kompleksach, że te moje to żadne misie, tylko różne inne dziwadła. Królowo Matko - boskaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję jak nie wiem co :). Jakie kompleksy, Kochana? Trzeba być oryginalnym, łamać stereotypy - misie mają wszyscy, a taki obrączak to unikat ;). Pozdrawiam cieplutko :))))

      Usuń
  40. Ciekawa sprawa :P trochę się pośmiałam ale nie wiadomo co moje dziecię w przyszłości wymyśli :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno coś, czego nie jesteś w stanie przewidzieć ;). Cierpliwość - to jedyne panaceum na te sytuacje około dziecięce ;). Pozdrawiam ciepło :))))

      Usuń
  41. bardzo fajnie i lekko czyta sie Twoje wpisy:) u nas owa przytulanka to mały metalowy samochód :) co dziecko to inna przytulanka pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :). Mam nadzieję, ze będziesz tu zaglądać. Co dziecko - to inny przypadek, nawet przytulanki. Pozdrawiam :)

      Usuń
  42. Rozczytuję się - jak pięknie! Już wiem, że będę stale tu zaglądać, wyobrażając sobie nas - jak to będzie, gdy my do tego wieku dobijemy. Ciekawe, czy będę wtedy jeszcze blogować?

    U nas jest pieprzyk matczynym zlokalizowany na szyi. Oj. Lubimy na niego się patrzeć i skrobać, oj lubimy. Gdy zakrywam go palcem, bo nie chcę, by mi go całego zeskrobał paznokietkiem małym, acz ostrym, to jest wrzask.

    Drugą przytulanką jest... moja jama gębowa. Nic tak nie uspokaja, jak ssać mamusi cycusia, lub ewentualnie smoczka i wpakować rączke do mej buzi. I sobie myślę tak. Jak to będzie, gdy mu to nie przejdzie? Jedziemy sobie, na ten przykład pociągiem PKP (wiadomo, nie kazdy pociąg to PKP), Koszał usypia i bach wkłada mi rękę do buzi. Leży sobie na mnie, jedna ręka skrobie pieprzyk, druga skrobie podniebienie i na to wchodzi konduktor. No. to pojechałam tak przed snem wyobraźnią.... dobrej nocy :)))

    OdpowiedzUsuń
  43. klikło się za szybko. pieprzyk jest przytulanką nr jeden, ma się rozumieć :)

    OdpowiedzUsuń
  44. klikło się za szybko. pieprzyk jest przytulanką nr jeden, ma się rozumieć :)

    OdpowiedzUsuń
  45. A widzisz - ile dzieci, tyle przytulanek :). Cieszę się baaardzo, że Ci się u nas podoba. Możesz podejrzeć, co Cię czeka za kilka lat - a czas pędzi... Szczególnie przy dzieciach ;). Pozdrawiam cieplutko jeszcze raz :)))

    OdpowiedzUsuń
  46. No pieknie! Ale mialam wejscie! Nie dosc ze za szybko kliknelam to jeszcze komentarz mi sie zdublowal. Cudnie! Tak to jest jak sie klika szybciej niz mysli :) niemniej bede zagladac i komentowac, przy tak cieplym przyjeciu nie moze byc inaczej! Oooo klik! I komentarz sie nie wyswietlil.. Zezarlo go...Hmmm.. To pisze go jeszcze raz. Zobaczymy co z tego mi teraz wyjdzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wejście smoka :). Nie przejmuj się - w zbyt szybkim działaniu jestem mistrzem. Całe blogowanie to trochę spotkanie "na żywo" i trzeba być autentycznym, spontanicznym i zwyczajnym :). Pozdrawiam i zapraszam do "zaglądania" do nas :)))))

      Usuń
  47. U nas nie było żadnych wyżej wymienionych, ale były i są mamuniowe "cyki" (cycusie), no ale jak to się ma do materiału, stopnia zużycia i zapachu to może mój żonej ocenić ;)
    Wspaniałe dzieciaczki i wspaniałą z Was rodzinka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :). U nas chłopcy gardzili taką przytulanką, co Matce dało do myślenia... Pozdrawiam cieplutko :))))

      Usuń