niedziela, 3 kwietnia 2016

SPOWIEDŹ CZYLI O DOSKONAŁOŚCI STWORZENIA

Maszeruje Matka dziarsko w ten piękny, wiosenny dzień z Jasiną u boku. Pora jest mocno poranna, Jasina wyposażony w potężny plecak wypełniony szczelnie wiedzą wszelaką podąża w kierunku szkoły pod czujnym okiem Matki, która dziś w gościnne progi – Melpomeny, Temidy, czy szkoła ma jakąś patronkę o antycznym rodowodzie…? – starszaka swego odprowadza.
A odprowadza nie tak – ot bez celu głębszego, co to, to nie. Matka, na tej oto krętej dróżce między garażami osiedlowymi pełni nie byle jaką rolę spowiednika dzieciny, która w swym rozkosznym roztargnieniu przypomniała sobie wczoraj o 21.25, że nazajutrz, czyli dziś przypada ostatni termin zaliczenia spowiedzi dla dumnych uczniów klas trzecich w tym roku przystępujących do komunii. Świętej, oczywiście.
Idzie wiec Matka z objuczonym Jasiną u boku, mijając tłumek podobnych im duetów matczyno-dziecięcych. Ale z tłumku owego wyróżniając się wyraźnie, słownie przede wszystkim.
Jestem uczniem klasy trzeciej, mam 9 lat, przystępuję do komunii po raz pierwszy – recytuje zdyszanym nieco głosem Jaś, wdzięcznie przeskakując przez kałużę.
Do komunii świętej – poprawia go Matka, wykonując efektowny szus w okolicach wspomnianej kałuży, wlepiając przy tym wątły wzrok w kartkę ze wzorem spowiedzi.
Świętej – zgadza się kandydat na pełnowartościowego uczestnika Kościoła Rzymskokatolickiego.
Obraziłem Pana Boga następującymi grzechami: kłamałem… - zapędza się Jasina, wywołując żywe zainteresowanie śpieszącego się do szkoły otoczenia.
No, może bez takich szczegółów. Tylko to, co jest na kartce – poprawia go spłoszona Matka, pomna, by całe osiedle nie zostało przedwcześnie wtajemniczone w grzechy dziecięce.
Boże, bądź miłościw grzesznej duszy mojej… - recytuje z przejęciem dziecina, uderzając się gorliwe w wątłą pierś, ku szczeremu zachwytowi kilku staruszek, wyprowadzających swe czteronożne pupile na wysokości szkolnego boiska .
Pan odpuścił Tobie grzechy, idź w pokoju – recytuje Matka, ciągnąc dziecko przez korytarz szkolny.
Bóg zapłać – sapie Jaś, z ulgą zrzucając tornister na podłogę szatni.
Super, umiesz. Tylko się nie pomyl – całuje Matka syna w rozczochrany łepek.
Nie pomylę. Chociaż Pani nie będzie takim fajnym księdzem jak ty – wzdycha Junior.
No pewnie, że nie będzie. Matka zna Jasinę jak nikt i dobrze wie, że żadnymi grzechami Pana Boga nie obraził. A jeśli ktoś ma świadczyć o doskonałości Stworzenia to Jasina właśnie. 
Że o Stasiu Matka nie wspomni ;).


14 komentarzy:

  1. Oj, biedne te dzieciaki męczące się swoimi grzechami, myślące o owej grzesznej swej duszy i niechybnym potępieniu za owe grzechy ;) Do końca życia będę pamiętać, jak swoją latorośl z religii w przedszkolu wypisałam, po tym jak mi się w nocy ze spazmami obudziła, bo do nieba nie pójdzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie... Chociaż kto wie? Jaś bardzo przeżywa zagadnienie "grzechu", nawet Matkę strofuje w tym temacie ;). Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Z mojego doświadczenia wynika, że dobrze przeżywana spowiedź jest świetnąmobilizacją dziecka do pracy nad sobą. W najlepszym tego słowa znaczeniu. Naprawdę działa łaska sakramentu. I myślę że zadziałą i u Was :). Natomiast najtrudniej dziecion rozróżniać między grzechem ciężkim a lekkim i zrozumieć że te lekkie są w pewnym sensie czymś w życiu człowieka normalnym. Nikt idealny nie jest. Zgodzić sie na włąsną niedoskonałość a jednocześnie dawać z siebie to, co najlepsze - ot mądrość. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W opowiadaniu "lekko" potraktowałam ten temat, ale zgadzam się z Tobą - sakrament to trudne zagadnienie dla dziecka, ale też motywujące. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  3. Dziecko pojmuje te małe grzeszki, jak wielką tragedię :). Niezwykle ważnym jest rozmowa z nim i uświadamianie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - tak dziecka to trudne w sensie emocjonalnym i intelektualnym, oparcie w dorosłych jest tu konieczne. Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  4. I oby pierwszy spowiednik trafił się taki, co nie spłoszy Dzieciny, bo pierwsza spowiedź to ogromne przeżycie. Do dziś pamiętam jak omijałam konfesjonał z proboszczem, bo miał gruby głos i wydawało mi się, że jest bardzo srogi:) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby jakiś łagodny się trafił.Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Nie pamietam kompletnie swojej pierwszej spowiedzi. Pewnie ze stresu wszystko mi ulecialo. ;) Za to pamietam jak po poludniu, juz PO tym arcy-waznym wydarzeniu, podczas zabawy w podchody, schowalam sie mlodszej siostrze, zeby choc na moment uwolnic sie od przeszkadzajacej kuli u nogi, czyli powolnej trzylatki. Moje swietsze od samego ksiedza kolezanki z klasy zaraz wytknely mnie paluchem, ze to oszustwo i grzech i nie moge teraz przystapic do Komunii. Teraz sie z tego smieje, ale wtedy polecialam z rykiem do domu. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy człowiek nie był tak wyczulony na grzech, jak w czasie I komunii ;)

      Usuń
  6. Ja pamietam jak pierwszy raz szłam do spowiedzi to zastanawiałam się z koleżankami jakie my mamy grzechy. Hehe fajne czasy w tedy były.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi grzechem Juniora też mam problem... Pozdrowienia :)

      Usuń
  7. Co do puenty, jestem absolutnie przekonana do Twojej racji ;)

    OdpowiedzUsuń