czwartek, 12 marca 2015

ŻONO MOJA, CZYLI RZECZ O PORZĄDKACH

       - Janek, zabierz te spodnie z krzesła. I majtki. I skarpetki – pokrzykuje Matka raźno, odgruzowując mebel pokojowy, ukryty pod stertą fatałaszków dziecinnych.
Janek, cierpiący ostatnio na niedosłuch nabyty, nie reaguje.

W stercie ubrań odnajduje Matka jeszcze parę spodenek gimnastycznych, koszulki z rękawem krótkim sztuk 3 i zupełnie bez sztuk 2 oraz getry piłkarskie. Sztuk 2. Nic w przyrodzie nie ginie, okazuje się.
- Janek, kto to słyszał? Straszny z ciebie bałaganiarz. Sprzątaj to zaraz, natychmiast, bo mi za parę lat twoja żona podziękuje za to twoje bałaganiarstwo, aż mi w pięty pójdzie – pokrzykuje Matka na bieżąco z literaturą kobieco-feministyczną.

  - Stasiu dziecko, sprzątaj zabawki po sobie. Jak można tak bałaganić? – denerwuje się po raz kolejny Matka.
- Kiedy urośniesz i będziesz mieć żonę, też będziesz tak jej wszystko rozrzucał?  – pyta Matka skrzywiona lekko w temacie ożenku synów. 
- Lepiej nie, bo żonej przyjdzie i podziękuję mamie – doradza bratersko Janek.
Ba, oczywiście, że mamie. Podobno synowe zawsze dziękują teściowej za niedostatki wychowawcze synów,  nie uwzględniając  przy tym zupełnie obecności przyszłych teściów w tym miłym procesie.
- O właśnie, właśnie, synu. Święte słowa – chwali Matka, tusząc w głębi ducha z nadzieją, że dziecko starsze jednak przyswoiło jakieś podstawy przygotowania do życia w rodzinie wpajane obsesyjnie przez Matkę w strach u i grozie przed przyszłą synową.
- Stasiu nie ma żonej. Stasiu nie ma obrączaka – przypomina jedyny przytomny w tym towarzystwie Staś.
- Poza tym może mieć mężej… - nieśmiało oponuje Tata.
- No wypluj te słowa. To ja już na prawdę wolę żonej – krzywi się Matka nietolerancyjna i nieobyta w najnowszych trendach.
- Spoko mama. Nie będę miał mężej. Ani żonej – uspakaja mamę Jaś.
- Ja tes, ja tes  - deklaruje Stasina poważnie.
- No już nie wiadomo co lepsze. W każdym razie proszę sprzątnąć te stosy, bo zaraz zapłonął pod gniewnym wzrokiem Matki . I zabawki też proszę sprzątnąć – kończy wątek Matka.
- Bo przyjdzie żonej i pospsąta? – nie daje się spławić się łatwo Staś.
- Nie przyjdzie żonej, ani mamuki, ani papacia. Staś sprząta sam i Jaś sprząta sam – wyjaśnia Matka.

No to posprzątał sam Staś. Nasapał się nad górą plastikowych samochodzików, nawzdychał, mamrotał coś pod nosem.
- To nie potsebne. To popsute. To bzytkie. To nie moje. Nuuuda .

 Ponieważ co więzy krwi, to więzy krwi, z pokoju Jasia rejestrowała Matka bardzo podobne odgłosy, urozmaicone posapywaniem, jękami i mamrotaniem.
- To moje? Mamooo, to nie moje, ja nie miałem takiej koszulki! Miałem? Niemożliwe! Chociaż może miałem… Takie spodnie to moje są? A te skarpety to taty przecież? Mamooo, to taty skarpety są! Nie taty? Tata ma większe stopy? A, możliwe. Tyle majtek? To moje? Skąd ja mam tyle majtek? – padały zza uchylonych drzwi pytania na miarę Hamleta. I równe trudne w odpowiedzi.
Oj, wy żony biedne. I mężowie.

- Skończone – krzyczy  Jaś.
- Skońcone – odpowiada jak echo Staś.
- To tańcymy!  - Staś, mistrz ceremonii i święta, zręcznie manipuluje pilotem nr 1, przełączając telewizor na swoje ostatnie odkrycie muzyczne na kanale 21 (Matka wyczuwa tu niewyraźnie wpływy babci Krystyny) i chłopcy ruszają w tanecznym kółku w rytm, jakże znaczących słów:
- Żono moja, szczęście moje, nie ma takich jak nas dwoje…

Matka zerka do kosza, w cichości ducha wyciąga większość nowych zabawek włożonych tam w szale porządków przez Stasia. Zagląda na półki, rozdziela majtki od skarpetek, podkoszulki wiesza w szafie, spodnie składa w kosteczkę. W cichości ducha, oczywiście, nie będziemy wszak zabijać szczerych intencji  kandydatów na męża. I żonę. Wszak wiadomo nie od dziś, że nie matura, a chęć szczera ubrania za ciebie pozbiera.
Po czym rzuca się w radosny pląs dziecięcy, dołączając do zawodzącego zgodnie duetu:
- Nie ma takich, jak nas dwoje…. ;).

Skarby spod Jasiowego łóżka....

64 komentarze:

  1. Cóż to się będzie działo, jak trafią na żony podobne do nich, które znalazłszy mężowskie bokserki w swojej szafie, stwierdzą: "to nie moje" i dalejże do kosza. Góra miesiąc i mąż bielizny pozbawiony, jak nic ;)
    Ja ostatnio w pokoju córki, w kartonie podpisanym "artykuły plastyczne" znalazłam 2 opaski, szczotkę do włosów i słownik j. angielskiego... Pozostaje mi mieć nadzieję, że jej się trafi poukładany mąż :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzej, jak Ci się taki Jasiek trafi za zięcia! Katastrofa gwarantowana...;). Okazuje się, że bałaganiarstwo nie zależy od płci, tylko usposobienia raczej ;). Oby nam dzieci wyrosły z tej przypadłości... Pozdrawiam cieplutko :)))

      Usuń
  2. Ja uwielbiam skargi i zażalenia typu "nie wiesz, gdzie jest moja bluzka/koszula/rajstopy? Tydzień temu dałam do prania i nie wróciło". Jak to możliwe, że rzeczy uprane nie wracają same do właściciela...hmmm...jakieś grube niedopatrzenie, doprawdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczy uprane nie wracają same, obiad nie gotuje się sam a zakupy nie przychodzą samodzielnie ze sklepu :). Tak to życie zaskakuje moje dzieci :). Pozdrawiam :))))

      Usuń
  3. Oj znam ten problem ze sprzątaniem po sobie, Junior jak ma posprzątać zabawki ti od razu jest chory i nóżki strasznie go bolą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, tak - zawsze znajdzie się dobra wymówka, najlepiej zdrowotna ;). Pozdrawiam :)))

      Usuń
  4. Wcielam się w ,,żonej,, pokrzykującą na męża pod nosem, obwiniając teściową o całe zło , które spotyka mnie z jego strony...o teściu jakoś nie pomyślałam...
    Olśnienie...jakbym to patriarchalne podejście do wychowania dostała w pokoleniowym spadku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tak chyba jest ;). W sumie to biedne te teściowe - nie ma dla nich litości... ;). Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do zaglądania :)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Dzięki, też bardzo lubię do Was zaglądać :). Pozdrawiam :)))

      Usuń
  6. Ojj jakie to znajome.
    Mój Mąż każdego dnia zadaje mi setki pytań:
    gdzie jest moja koszula? gdzie są moje skarpetki? gdzie te czarne bokserki?
    Nie mam nerwów i odpowiadam:
    "zanim zaczniesz zadawać mi te wszystkie pytania rozejrzyj się wokół siebie!"
    Rozgląda, nie znajduje i winą za zgubę obarcza mnie! Nosz cholera!
    A Młoda nie lepsza, rozpierdaczy zabawki po całej chałupie, a potem nie może posprzątać, bo ją np. duży palec od nogi boli! No obłęd!!!!
    Ściskam! :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie mąż też pytał o wszystko, ale się zbuntowałam i oduczyłam go tych pytań! Fakt, że zajęło to kilka lat... Oj, te chłopy, szkoda słów... ;). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  7. Ale posprzątali. Suma sumarum. I po przejściach :)

    OdpowiedzUsuń
  8. he he chłopaki są dobre :D
    a wiesz imię Janek jest na mojej liście imion dla synka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głosuję więc na Janka - Janki to super chłopaki ;). Pozdrawiam cieplutko:)

      Usuń
  9. Najważniejsze, że posprzątali, a jeszcze ile odkryć w dziedzinie garderoby i zabawek dokonali :)

    Przecież najważniejsze są intencje, a nie wynik - powiedział mój mąż lat 56 :) , który wczoraj umył kuchnię ... niemowlęcymi nawilżanymi chusteczkami do pupy, które nabył specjalnie do czyszczenia , bo słyszał, że świetnie czyszczą ... tłuszcz. Nie pójdę z reklamacją do teściowej, bo twierdzi, że mój mąż nie jest już na gwarancji - skończyła się 32 lata temu:)
    Serdeczności , B

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kradnę, kradnę od Twojej Teściowej powiedzonko - bezcenne :)! Nie poprzestajemy w bojach o porządek i przekonanie do niego chłopców, mimo, że to czasem cierniowa droga... Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  10. Oj to Ci kiedyś synowe podziękują :)
    Żono moja - ohh.. Przypomina mi się moje wesele. Oj musiałabym się udać do Tesciowej w podziękowaniu za braki w mężu mym :)
    Naslonecznej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, no - dobry mąż to często orka na ugorze rodziców ;). Mam nadzieję, że synowe doceniają :). Pozdrawiam w weselnym rytmie ;).

      Usuń
  11. Hihihi, znam to uczucie, gdzie rece az same sie wyrywaja, zeby wszystko posegregowac na miejsce, poukladac tak, zeby bylo widac, ze w ogole bylo sprzatane... Duzo to wysilku kosztuje, ale czekam na dogodna chwile, kiedy nie beda widziec... Bo w koncu posprzatali, tak? No to musze uszanowac ich wysilki... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że nie jestem sama :). Mam wrażenie, że dzieci w domu oznaczają ciągły bałagan - już godzinę po generalnych porządkach niewiele z nich zostaje... Cóż poradzić, trzeba przeczekać ;). Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  12. :) Moje dzieciaki czesto przy sprzataniu znajduja "skarby" ubraniowe, o ktorych juz zapomnialy. Ale Mlody np. sprzata wkladajac wszystko do szafy- czyste i brudne i nawet nie ubraniowe rzeczy- wiec, co tu mowic? samo zycie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo życie, zgadza się :). Mam nadzieję, że nawet jeśli nie pokochają tych porządków, to wyrobi im się jakiś nawyk sprzątania. Chociaż nadzieja, matką wiadomo kogo... ;). Pozdrawiam :)

      Usuń
  13. Moja teściowa chyba dobrze syna wychowała w sprzątaniu bo to on mnie goni żeby nieco uprzatnac ;) jedyne co mu nie przeszkadza to brudne okna i kurz na meblach!!

    A moja starsza Podopieczna wszędzie zostawia swoje zabawki (małe) i kapcie - ma ich parę różnych par i tak leżą tu i tam i siam... A młodszy braciszek.. Jak cma do światla leci jak te kapcie i zabawki widzi...(zabawki to po 1 małym zwierzaku zwykle gdzieś leży w najmniej odpowiednim miejscu

    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwała Teściowej :). Dzieci trzeba uczyć sprzątania po sobie chyba już od najmłodszych lat - to procentuje :). Pozdrawiam Ciebie i Twoich podopiecznych :)

      Usuń
  14. Oj przyznam że moja połowa bardzo porządnicka, ale masz rację Ty tak do swoich synów mówisz jak ja do dziewczyn, że brudem zarosną jak sprzątać się nie nauczą i że dobra żona to gospodarna i zaradna żona. Jestem zdania że obowiązki w domu powinny być a sprzątać po sobie to już tym bardziej. Niezłe pod łóżkowe znalezisko u nas to był hodowany dwutygodniowy ogórek kiszony podobno do celów przyrodniczych;)tylko miejsce jakby nie to;)Chłopcy zawsze mi humor poprawią, trzeba widzieć tylko minę Matki czy ze stoickim spokoje wytrzymuje'))) pozdrowienia dla Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym spokojem różnie bywa, choć bez niego przy chłopcach ani rusz ;). Ciekawa jestem, co Jasiek jeszcze pod łóżkiem wyhoduje, bo jestem pewna, że to nie koniec jego osiągnięć ;). Mam nadzieję, że te nasze dzieci jakoś się ogarną w kwestii porządków... Pozdrawiam :)

      Usuń
  15. Oj przy tym ,,mężej'' zamiast ,,żonej'' to zakrztusić się można :))), albo my takie jakieś nie na czasie ;)
    Ja swojego Wojtusia często pytam czy chciałby w chlewie ze świnkami mieszkać, jak się ociąga ze sprzątaniem !? No i twierdzi, że nie...:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to nawet nie pytam, bo podejrzewam, że świnki by im nie przeszkadzały... "Mężej" pasuje do "żonej", "mężęj" do "mężej" nie bardzo... ;). Pozdrawiam :)

      Usuń
  16. hahha- ale posprzątali wszak- ale z tą teściowa to dziwne- dziwne ze teść wkładu i ocen nie słyszy przeważnie- a może czasy się zmienią i każdy będzie odpowiadał za siebie- a nie szukał winowajców w teściach. Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się zmieniają ;). Koniec-końców posprzątali, jesteśmy na dobrej drodze :). Pozdrawiam :)

      Usuń
  17. hehehe dokładnie - synowe wytykają teściowym wychowanie i dobre (złe) maniery :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teściowym wytyka się wszystko - sama nie jestem lepsza ;). Pozdrawiam :)))

      Usuń
  18. A no przyznać muszę, że ja w sumie też się teściowej, a nie teścia czepiałam xD

    OdpowiedzUsuń
  19. Czyżby chłopcy już od małego mieli zamiłowanie do porządków inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, mam nadzieję, że jednak z tego wyrosną :)

      Usuń
  20. pokaźna kolekcja skarbów:-) pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, no - toż Matka się dziwiła, gdzie to skarpety wywędrowały, a tu taka niespodzianka :). Pozdrawiam :)

      Usuń
  21. A, takie cuda dopiero przede mną ;) męża mam w miarę samodzielnego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, no - będziesz przygotowana ;). "W miarę" to rozwiązanie idealne...;). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  22. Jak cudnie usłyszeć żono moja, szczęście moje. Nawet od syna ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, szczęście. Tyle, że on raczej do brata śpiewał... Ale mniejsza o szczegóły ;). Pozdrawiam :)

      Usuń
  23. Ja też mam zawsze pretensje do teściowej, a nie teścia, ale skrywam je w sobie. Może też trafisz na skrytą synowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedne te teściowe, ja też mam pretensje do swojej :). Tak myślę, że chyba nie znam dziewczyny, która akceptowałaby bezwarunkowo swoją teściową. Czy wszystkie są tak nieudanymi egzemplarzami...? Na szczęście synowe to odległą historia jeszcze :). Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  24. tak u nas sprzątanie zabawek to jakoś lepiej idzie poproszę posprzątać czasami polecenie wykonują od razu a czasami to 10 razy powtarzanie w końcu powiedzenie że zabawki wylądują u innych dzieci zawsze pomaga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas normą jest powtarzanie - 10 razy to minimum. Straszenie nie pomaga - chyba nam nie wierzą ;). Oj, ciężka praca z tymi porządkami... Pozdrawiam :)

      Usuń
  25. żonej i obrączak wymiatają :) cudowni są...po mamusi :) (wyczuwam tu jednak mały wpływ babci K.:))))
    pozdrawiam
    http://wezowypamietnik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babcia K nadaje rytm ;). Cudowni, ale i charakterni- taka wybuchowa mieszanka ;). Pozdrawiam :)

      Usuń
  26. Świetni są :) Z bałaganem i sprzątaniem to i u nas problem - ani córka ani syn za bardzo się do tego nie garną... :| Na razie sprawdza się patent groźby worka na śmieci i wędrówki do niego nieposprzątanych zabawek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas groźby nie działają. Trzeba sposobem do nich podejść, nie poprawiać, bo szybko się zniechęcają i liczyć na to, że coś z tych nauk zostanie w głowach ;). Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  27. U mnie do tego to jeszcze długaaaaa droga :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziesz już przygotowana :). Pozdrawiam :)

      Usuń
  28. No i po co Matka synów gnębi? Później i tak musiała poprawiać i ratować z kosza to co znaleźć się tam nie powinno? A później synowa lub synowy ;) przyjdzie i obarczy Matkę, że po łebkach, prowizorycznie i niedbale nauczyła synów sprzątać :D

    Uwielbiam Stasia i te jego obrączaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też coś mi się wydaje, że nawet jakby Matka na głowie stanęła, to synowej lub synowemu nie dogodzi... ;). A gnębić ich trzeba - systemowo - inaczej brudem porosną i z głodu zginą ;))). Pozdrawiam serdecznie. Matka okrutna ;)))

      Usuń
  29. Heheh, mój małżonek przez pierwsze lata robił na dywanie tak zwanego przeze mnie krecika. Po prostu rzucał ubrania na podłogę tam gdzie się rozbierał. Chyba z trzy lata z tym walczyłam :-). Jak dziś pamiętam moje utyskiwania na teściową, która nie wiadomo czemu obarczyłam odpowiedzialnością za te krecie kopczyki :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no właśnie - Matka wie, co pisze ;)! Gonię chłopców, żeby żadnych kopczyków nie budowali - ale myślisz, że słuchają? Że do serca sobie biorą? Nic z tych rzeczy! Mówią: mam nie marudź...;). Tak więc już dziś muszę przeprosić przyszłe synowe...;). Pozdrawiam cieplutko :))))

      Usuń
  30. Matka wie co pisze! ;-) Dobrze trza wychować synów by synowa nie psioczyła ;-)
    P.S. Ja na oboje marudzę :-D

    OdpowiedzUsuń
  31. Matka chowa, chowa - ale jakie będą efekty, Matka nie ręczy... ;). Pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń